Świat Polonii - witryna Stowarzyszenia Wspólnota Polska
Kalendarium   
ŚrCzPtSoNdPnWtŚrCzPtSoNdPnWtŚrCzPtSoNdPnWtŚrCzPtSoNdPnWtŚrCz
123456789101112131415161718192021222324252627282930
Juliana, Stefana
Strona główna     Wiadomości    Kronika    Czerwone maki w Tockoje
Wiadomości
Kronika
Czerwone maki w Tockoje...


Ziemia Orenburska to jeden z największych skansenów polskości w Rosji. Właśnie w "Orenburskiej obłasti" znajduje się miejscowość Buzułuk. Do tego miasteczka, począwszy od 28 sierpnia 1941 roku, zmierzały rzesze Polaków, rozsianych wówczas po całym ZSRR. Tu rozpoczęto formowanie armii gen. Władysława Andersa.

O tej części armii Andersa, której udało się wydostać z terytorium ZSRR i następnie wsławić w walkach na różnych frontach II wojny światowej pamięta się w Polsce do tej pory. Być może nawet należałoby powiedzieć, iż pamięć tę się kultywuje. Natomiast nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę wsiąść na angielskie statki udało się jedynie mniejszej części spośród ogromnej liczby zgromadzonych tu wówczas Polaków.
W takim świetle, tym większego znaczenia nabierają uroczystości, które odbyły się 2 lata temu w Buzułuku dla uczczenia jubileuszowego roku Władysława Sikorskiego oraz odsłonięcie tamże w 2001 roku pamiątkowych znaków na grobach polskich żołnierzy, pochowanych na Starym Cmentarzu Miejskim i w leśniczówce Szyrokowskoje, niedaleko wsi Kutubanowka. Dokonało tego orenburskie Kulturalno-oświatowe centrum "Czerwone maki" w porozumieniu z władzami miasta Buzułuk.
W programie obchodów znalazło się ponadto odsłonięcie tablic pamiątkowych na budynku Sztabu i Dowództwa Armii Polskiej gen. W. Andersa oraz na koszarach żołnierzy polskich w Buzułuku, okrycie pomnika polskich żołnierzy we wsi Kutubanowka i otwarcie stałej ekspozycji w Muzeum Krajoznawczym w Buzułuku zatytułowanej "Formowanie się Polskiej Armii gen. Władysława Andersa w Buzułuku w latach 1941-42".

W dniach 21-24 września b.r. w miejscowościach Tock-2 i Kołtubanowka, które także znajduję się w obrębie "Oreburskiej oblasti" miały miejsce uroczystości poświęcone 60-leciu zakończenia II wojny światowej oraz udziałowi Wojska Polskiego w walce z faszyzmem na Wschodzie. W programie obchodów zaplanowano Dzień Żołnierza Polskiego, którego punktem kulminacyjnym było odsłonięcie pomnika polskich żołnierzy armii gen. W. Andersa, na miejscu dawnego polskiego cmentarza wojskowego w miejscowości Tock-2.

tablica pamiątkowa na budynku garnizonowym Oprócz tego odsłonięto tablicę pamiątkową na budynku "Garnizonnowo doma oficerow", gdzie niegdyś mieścił się polski szpital wojskowy i zaprezentowano dwie wystawy: pierwsza - "Z historii armii Andersa. Losy żołnierza polskiego" - została ukazana jako dokumentalna kronika czasu wojny i bazowała na rodzinnych archiwach członków polskiego stowarzyszenia "Czerwone maki", druga zaś - "Wszystko Polsce oddali" - zawierała unikalne fotografie z archiwów Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Na pierwszej z wyżej wymienionych wystaw po raz pierwszy światło dzienne ujrzały unikalne dokumenty ze zbiorów Polskiej Delegatury w Aktiubińsku. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc Nadieżdy Iwanowny Sińkowskiej, członkini polskiego stowarzyszenia, mieszkającej w Aktiubińsku.
Godnym podkreślenia jest zwłaszcza fakt odsłonięcia pomnika w miejscowości Tock-2, na terenie poligonu, w zamkniętym okręgu wojskowym. Jest to wydarzenie bezprecedensowe i bardzo dobrze rokuje na powodzenie w przyszłości tego typu przedsięwzięć.

Polskę podczas tych uroczystości reprezentowała trzyosobowa delegacja, w skład której weszli Tomasz Klimański - Generalny Konsul RP w Rosji, płk Robert Cichalewski - attache d/s obrony ambasady polskiej oraz Andrzej Chodkiewicz - dyrektor biura Wspólnoty Polskiej. Oprócz tego obecni byli również członkowie Orenburskiego kulturalno-oświatowego centrum "Czerwone maki".


Ceremonia rozpoczęła się 22 września o godzinie 11 rano od wysłuchania hymnów Rzeczpospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej. Następnie przemówienia strony polskiej i rosyjskiej. Tomasz Klimański przypomniał historię utworzenia w 1941 roku VI Dywizji Piechoty i pułku rezerwy armii polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Podkreślony został jej wkład w zwycięstwo nad faszyzmem.
W trakcie spotkania odtworzono historyczne magnetofonowe nagranie przemówienia Głównodowodzącego Polskich Sił Zbrojnych gen. WŁadysława Sikorskiego, z którym wystąpił w 1941 roku w Moskwie. W słowach Sikorskiego słychać optymizm i wiarę we współpracę polsko-radziecką, od której wg polskiego generała wiele zależeć będzie w życiu i wzajemnych stosunkach obu narodów.
Krótkie przemówienia wygłosili także przedstawiciele wojskowego garnizonu w Tockoje, dowództwa II Armii oraz przedstawiciel rosyjskiego MSZ na Obwód Orenburski - A. N. Kuzniecow. Wszyscy podkreślili, iż pomnik żołnierzy armii Andersa będzie utrzymany w należytym stanie, a Kuzniecow wyraził nadzieję na to, że to wydarzenie posłuży dalszemu rozwojowi polsko-rosyjskich stosunków.
Płk Robert Cichalewski odczytał postanowienie Wielkiej Kapituły Nagród Klubu Polonijnych publicystów, pod patronatem marszałka senatu RP, o przyznaniu orneburskiemu obwodowemu kulturowo-oświatowemu centrum "Czerwone maki" złotego pucharu za pracę nad uwiecznieniem miejsc związanych z tworzeniem na tym terenie armii polskiej generała Andersa i odsłonięciem pamiątkowych tablic w Buzułuku i Kołtubanowce. Konsul Klimański nagrodził oficerskim krzyżem zasłużonych RP i orderem "Pro Memoria" przewodniczącą KOC "Czerwone maki" Wandę Sieliwanowską. Order "Pro memoria" został wręczony także weteranowi Wojska Polskiego, członkowi stowarzyszenia Polaków, Stanisławowi Chuchrowskiemu.

odznaczony Stanisław Chuchrowski puchar dla CZERWONYCH MAKÓW

Na wierzchniej części pomnika zostały wygrawerowane 84 nazwiska pochowanych na tej ziemi żołnierzy polskich, które udało się ocalić od zapomnienia. Wszystkie one zostały odczytane. W przygnębiający nastrój wprowadza czarna "wyliczanka": strzelec Stanisław Charytonik - 23 lata, kpt. Jan Czartkowski - 28 lat, strzelec Czesław Frost -21 lat, strzelec Antoni Machowski - 22 lata... A jeśli uświadomić sobie, że te 84 nazwiska to jedynie symbol, niemalże jak grób nieznanego żołnierza, to nastrój bynajmniej się nie poprawia. Należy cieszyć się, iż choć tę kroplę w morzu ludzkich istnień udało się upamiętnić, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że o przytłaczającej większości, która tu leży, nic nie wiadomo. Jedynie wspomnienia żyjących jeszcze ludzi mogą przybliżyć straszliwe szczegóły z odległych lat wojny (które to wspomnienia zamieszczam na końcu tego artykułu).


Po oficjalnych przemówieniach wystąpił zespół z Wołgogradu, który specjalnie na tę okazję przygotował hymn polski. Uroczystość zakończyła trzykrotna salwa karabinowa.

Po południu odsłonięto pamiątkową tablicę na dawnym polskim szpitalu wojskowym - o czym była już mowa wcześniej - oraz odbyła się kulturalna część programu. Wszyscy goście zostali zaproszeni na koncert, w trakcie którego można było zarówno z przyjemnością popatrzeć na polskie narodowe tańce, posłuchać wierszy w języku polskim, jak też posmakować "rosyjskiego kolorytu" - rosyjskich tańców i "szansonów".

Następnego dnia cała delegacja pojechała do miejscowości Kutubanowka. Na wstępie należy zaznaczyć, że wszelką oficjalność, charakterystyczną dla zamkniętych okręgów wojskowych, zastąpiła od razu serdeczność i życzliwość tutejszych mieszkańców. Wspaniałe wykonanie w języku polskim, specjalnie wyuczonych na tę okazję przez uczniów miejscowej szkoły "Czerwonych maków", świadczyło o starannym przygotowaniu do przyjęcia polskiej delegacji. Podobnie zresztą nie mogła nie wzbudzić uznania postawa nauczycielki historii, Anny Jakowlewny Duszkin, która zebrała dzieci i pedagogów, opowiedziała im o obecności na tym terenie w czasie wojny Polaków i odczytała wspomnienia mieszkańców, pamiętających jeszcze tamte dni. Nie sposób także przecenić pracy Olgi Aleksiejewny Abuiduliny, zastępcy dyrektora średniej szkoły, która mało tego, że zorganizowała muzealną ekspozycję, to jeszcze, potwierdzając legendarną rosyjską gościnność, piekła całą noc pierogi dla gości. W ogóle trzeba podkreślić, że obiad, który zafundowano delegacji, bądź co bądź liczącej ponad 20 osób, był efektem dobrowolnej pracy mieszkańców i przygotowany był całkowicie na ich koszt. Żeby nie było wątpliwości, od razu dodam: była to po prostu uczta z rosyjskimi tradycyjnymi daniami.
Będąc w Kutubanowce, cała delegacja wraz z przedstawicielami miejscowej władzy, nauczycielami i uczniami, pojechała do pobliskiej leśniczówki Szyrokowskoje. Tu znajduje się tablica upamiętniająca pochówek polskich oficerów. Miejsce zadbane i czyste. W dużej mierze jest to zasługą leśniczego Siergieja Władymirowicza Michajłowa, człowieka skromnego, który z niejakim zażenowaniem przyjął oficjalne za to podziękowania, mówiąc, iż normalną rzeczą jest utrzymanie w należytym stanie tych grobów. Tym bardziej, że wśród mieszkańców zachowały się jak najlepsze wspomnienia po obecności polskich oficerów. Leciwy już dziś Nikołaj Pietrowicz Nienaszew pamięta na przykład, jak będąc jeszcze 14-letnim chłopcem, biegał do obozu polskich oficerów, gdzie go zawsze czymś smacznym podkarmiono.

Takim to właśnie miłym akcentem zakończyły się uroczystości, poświęcone pamięci Polaków, nie tylko żołnierzy, którzy już na wieki pozostaną na tych terenach z dala od ojczyzny. Miejmy nadzieję, że lżej im się choć trochę od teraz będzie spoczywać.

* * *
Wspomnienia mieszkańców wsi Tockoje i Tock-2


W.S. Tułupowa, w.Tockoje
Moja świętej pamięci babcia, która w czasie wojny żyła pod adresem Tockoje, ul. Puszkina 19 opowiadała, że na początku wojny, w latach 41-42, zwrócili się do niej Polacy z prośbą, by wypiekać im chleb. W ciągu dwóch miesięcy babcia piekła chleb, który co tydzień, uprzednio cichutko zastukawszy w okno, zabierał stary Polak. Potem Polacy odjechali. Przed odjazdem jednak ten sam człowiek przyszedł podziękować. Podarował babci przepiękny krzyż, który ta następnie odesłała mężowi na front, tkaninę i bluzeczkę. Życzył, by mąż cały i zdrowy powrócił z wojny, a odchodząc ukłonił się i powiedział: "Uratowała nam pani życie".

Anna Leontiewna Biriukowa, w. Tockoje, Bazarnyj pierieułok 16
Urodziłam się w Tockoje i mieszkałam na ulicy Sadowej, ma skraju wsi. W latach 41-42 w naszym domu mieszkali dwaj polscy żołnierze. Pamiętam, że jeden z nich miał na imię Jan - taki malutki, z kręconymi włosami. Głodowali, zmieniali często na jedzenie złote ozdoby, łańcuszki itd. Moja siostra Szura miała zimowe palto, zszyte z polskich płaszczy wojskowych, które Polacy wymienili za ziemniaki. Pamiętam dobrze, że umierało tylu Polaków, iż martwe ciała walały się po ulicach. Po wojnie nasza rodzina dostała dużo listów od Jana, no nie wiadomo dlaczego bez zwrotnego adresu. Zapamiętaliśmy tego człowieka jako dobrego, życzliwego i przychylnego mężczyznę. Zostawił nam na pamiątkę dwa srebrne pierścionki.
Polacy byli bardzo pracowici. Robili łańcuszki, jubilerskie ozdoby i wszystko bardzo dobrej jakości. Następnie zamieniali to wszystko na żywność.

N.W. Dołguszkin, Tock-2, ul. Raboczaja
W latach 41-42 N. W. Dołguszkin zamieszkiwał u swojego wuja. W 1941 r. Pod koniec lata zaczęli tu przybywać byli polscy jeńcy wojenni dla powtórnego sformowania się. Rozmieszczali się w przedsionkach i stajniach. Dziś na tym miejscu znajdują się koszary. Ubrani byli w zielone płaszcze z angielskiego sukna, zapinane na guziki z orzełkami. Żyło im się nielekko. Zima 1941-1942 była mroźna. Sienie i stajnie były nieogrzewane i po drewno trzeba było przeprawiać się na drugą stronę rzeki. Zdarzało się, że polscy żołnierze zamarzali w lesie. Żywność, według naocznych świadków, jak na wojenny czas, była dostarczana nienajgorzej. Myślę, iż w owym czasie Polacy dostawali już pomoc od sojuszników. Mimo to nie udało się uniknąć śmiertelności wśród Polaków. Nie było oddzielnego szpitala wojskowego i polscy żołnierze przychodzili do miejscowego szpitala. Obóz rozkładał się na terenie starego szpitala wojskowego, a cmentarz znajdował się pół kilometra na północ od tego miejsca. Krzyże i mogiły ciągnęły się z południa na północ w kilku rzędach.
Jeszcze pamiętam jedno ciekawe zdarzenie. Pewnego razu, w czasie świąt zimowych, do mojego ojca przyszedł Polak i poprosił o baranka. Na drugi dzień oddał zwierzątko żywe. Widocznie jakaś taka u nich była tradycja.

Nikołaj Fiodorowicz Terentiew, w.Tockoje
Urodziłem się i wyrosłem w domu przy ulicy Puszkina (w latach 30-tych nazywała się Chochłackaja). Na tej samej ulicy w domu nr 20 (wg ostatniej numeracji) mieszkała rodzina Anny Iwanowny Gorodeckiej, urodzonej w 1914 roku. U niej w latach 1941-1942 mieszkał polski oficer w randze kapitana. Był wysoki, z jasnymi włosami, zawsze chodził w mundurze.
Nie widziałem pogrzebów polskich żołnierzy.
W 1942 roku w gospodarstwie leśnym pracowało czterech cieśli. To byli Polacy przesiedleni z okolic okręgu tarnopolskiego. Pamiętam ich imiona: Wasyl, Gordiusz i dwóch Andrzejów. Robili drewniane łopaty, trzonki, drabiny, a ja byłem u nich jako uczeń.

Lidia Iwanowna Klokowa, w. Tockoje
Od 1938 r. mieszkam w Tockoje, przy ulicy Orenburskiej 39. W naszym domu w czasie wojny mieszkał chirurg Leonid Wasyliew. Pracował w obozach we wsi, w jednym ze szpitali wojskowych. Opowiadał, że ludzie tam umierali dziesiątkami. Nosiłam im codziennie mleko, rozliczali się za żywność swoimi rzeczami: bardzo dobrej jakości płaszczami, stemplowanymi prześcieradłami. Z tych wojskowych szyneli zszyto mi palto, w którym wyszłam za mąż.

Anna Iwanowna Kriukowa, Tock-2, ul. Kalinina 11
Polacy pojawili się w Kirsanowce i innych miejscowościach w 1941 roku. U nas w domu nocowało po dwóch, trzech ludzi. Spali w sianie. Ubranie na nich było cywilne.
Mój krewny Wołodia urodził się w 1938 r. Moja siostra Praskowia ze swoją przyjaciółką Anną zaniosły Wołodię do kościoła. Ksiądz się spytał, czy są ochrzczone. Przeżegnały się i weszły do ziemianki. Tam widziały żołnierzy w zielonych płaszczach, dobrze obutych. Ziemianki były wkopane do połowy w ziemię, z wierzchu naciągnięto namioty. Drewna używano jako ocieplenia. Moja córka pod koniec lat 50-tych chodziła z koleżankami za obóz. Teraz tam znajdują się wojenne magazyny. Ona zobaczyła malowane deski - chłopcy powiedzieli: "Tam mogiłki są". Bardzo dobrze pamiętam, gdzie był polski obóz.

Jacek Pawlak - nauczyciel, obwód orenburski
Zdjęcia: Andrzej Chodkiewicz

Stowarzyszenie Wspólnota Polska Senat Rzeczypospolitej Polskiej
O stronie    Mapa serwisu    Redakcja    Poczta    Współpraca

Copyright by Stowarzyszenie Wspólnota Polska
Strona finansowana przez SENAT RP