Obraz Kazachstanu w polskich relacjach z XIX - pierwsza połowa XX wieku
"Hej stepie szeroki,
Stepie Kazachstanu,
Co z wiatrem przynosisz
Gorzką woń burzanu...
Gorzki smak zesłania..."
Marian Jonkajtys, "My, których ocaliłaś"
Historia Polaków w Kazachstanie posiada jednoznacznie zesłańczy charakter i jest tego wyraźnym odbiciem. Wprawdzie już w XIII wieku legat papieski Benedykt Polak, po najeździe mongolskim i bitwie pod Legnicą (l241) brał udział w misji dyplomatycznej do mongolskiego władcy Czyngis-chana i przemierzał ziemie dzisiejszego Kazachstanu, było to jednak, rzec można, wydarzenie epizodyczne na tle późniejszych kontaktów Polaków z tym krajem. Jednak nie od charakterystyki tej wyprawy wiedzie tu nasza droga do polskiego opisania Kazachstanu, lecz od podkreślenia dla kronikarskiej rzetelności, że relacja Benedykta Polaka była pierwszą autopsyjną wiadomością, którą posiadł ówczesny papież Innocenty IV o praprzodkach dzisiejszych Kazachów. Jej rezonans był jednak wówczas ograniczony do kręgu dworu papieskiego, a relacja Benedykta Polaka ukazała się drukiem parę wieków później
I. Stąd też do dzisiaj w nauce funkcjonuje powszechna opinia o tym, że pierwszym Europejczykiem który odbył podróż w głąb Azji był Marco Polo. Nie wgłębiając się jednak w związek przyczynowy takiego poglądu, naukowa obiektywność prowadzi do korekty tej faktografii i nakazuje wpisanie Benedykta Polaka oraz Włocha Giovanni da Pian del Carpine, legata papieskiego misji, w której brał udział wrocławski mnich Benedictus Polonus, do księgi pierwszych Europejczyków, którzy odbyli wówczas podróż na teren dzisiejszej Mongolii jadąc przez ziemie kraju, który nazywał "Kirges", jak jest to odnotowane w relacji jednego z nich.
Tę preambułę do historii związków polsko-kazachskich piszę po to by świat przedstawiony w dalszych partiach tego tekstu pozwolił czytelnikowi zbliżyć się do odległej historii tych kontaktów. Wiemy dzisiaj dokładnie, że wspomniany powyżej XIII-wieczny ślad Benedykta Polaka w Kazachstanie przecina się ze szlakami tych, którzy tu stawiali swe stopy pod koniec XVIII wieku, gdy wielka fala konfederatów barskich zesłana została do Orenburga, a potem w XIX i XX stuleciu, gdy kraj ten był dla Polaków miejscem zesłań, a dla niewielu z nich miejscem rządowej służby (wojskowej i cywilnej), po tym jak kończyli studia w Rosji - a byli to lekarze, inżynierowie, sędziowie, pracownicy administracji i inni, przysparzając temu krajowi niesłychanych korzyści. W ich wielorakich działaniach zawodowych można też odnaleźć troskę o los tego kraju i poznanie kultury jego mieszkańców. Krąg drugi to działalność o charakterze gospodarczym inspirowana różnymi poznawczymi dążeniami imperium rosyjskiego idącymi w kierunku rozpoznania zasobów naturalnych tego kraju. Jest to wielość sytuacyjnych splotów i różnych ukrytych złożoności, które wynikały z kolonialnej polityki wobec tego obszaru. Wpisanie się Polaków w ten katalog wielu działań poznawczych, cywilizacyjnych oraz gospodarczych zapomnianych przez lata w naszej historiografii, a dzisiaj coraz częściej przypominanych uczyni tę pamięć bardziej sprawiedliwą, a związki polsko-kazachskie wzbogacone zostaną o różne elementy naszego dziedzictwa w tym kraju i ujawnią nieuchwytne oraz mniej znane dotąd więzi. A było ich nie mało na płaszczyźnie etnograficznego poznania kazachskiej kultury, przyrody tego kraju i jego zasobów naturalnych, wreszcie działalności gospodarczej i cywilizacyjnej, posługi lekarskiej oraz służby weterynaryjnej.
Powróćmy więc do wspomnianej już powyżej konstatacji o zesłańczych losach naszych rodaków w tym rozległym stepowym krajem. Rozpoczynają się one w drugiej połowie XVIII stulecia i wiążą z losem konfederatów barskich, z których część osadzono w twierdzy orenburskiej skąd w składzie rosyjskich wojsk wyprawiali się oni nieraz na tereny dzisiejszego Kazachstanu. Ich losy są niestety mało znane i ostały się jedynie w lakonicznych zapisach źródłowych, w większości jednak "czas zatarł".
"Pierwszymi wygnańcami za sprawą narodową w Orenburgu byli konfederaci barscy. Ilu ich tam było, jak tę drogę odbyli, nie wiemy" - pisał zesłaniec Bronisław Zaleski - informując zarazem, że
"Orenburg od samych prawie początków cierpień i pokuty naszej należał jakby do miejsc uprzywilejowanych wygnania; wyjąwszy Syberię, której nieobjęte przestrzenie chłonęły niezliczona prawie liczbę naszych braci, tam może przez czas jakiś największą ich liczbę posyłano. Położony na wschodnim krańcu imperium, wśród ludności różnoplemiennej, a przeważnie mongolskiej, był istotnie miejscem najstosowniejszym na żywy grób dla nas. Tam najmniej wpływu polskiego obawiać się mógł rząd i rachował na to, że tam marnie wyginiemy. [...]
Przy samym Orenburgu - pisał on dalej -
gaj jeszcze na drugim brzegu Uralu, a dalej po Morze Aralskie z jednej, po Kaspijskie z drugiej strony, step tylko głuchy i pusty. Na przestrzeni tysiąca wiorst - jedno drzewo. Malutkie wzgórza i rozdoły jak fale lekko pofałdowanego morza ciągną się nieskończonym szeregiem, a piaski ruchome, wiatrami przesypywane ciągle, zajmują często pasy do wiorst trzystu długości. Rzadkie strumienie urywanymi jeziorkami płyną, to przepadają w ziemi, a ta znowu w wielu miejscach lśni się kryształkami soli, szeroko ją pokrywającymi nieraz. Latem upały wielkie i znojne, zimą dokuczliwsze daleko od naszych mrozy. Jak powierzchnia ziemi i postać nieba odmienna, tak różne tam wszystko od naszego, rośliny inne i zwierzęta, prócz konia i psa, nie takie jak nasze.
[...]
A ludzie? Kirgiz przyrosły do konia, z namiotem swoim podróżnym, z napojem z kobylego mleka, z całym swym życiem koczowniczym. Z mongolskimi rysami twarzy, gospodarz dotychczasowy tych pustyń, który przez tyle wieków jako jedyną pamiątkę egzystencji tam swojej zostawił kilka wykopanych studni i nieco rozwalających się pomników grobowych - oto co spotkali wygnańcy nasi. Wszystko tam nie tylko inne, ale zupełnie i postacią, i duchem swoim różne i obce. Nic dokoła, co by rzeźwiło, wszystko zmuszało wejść w siebie i nowe rozpoczynać życie"II.
Tak pisał Bronisław Zaleski jeniec z twierdzy orenburskiej, znawca kazachskich stepów i ich tubylczych plemion. Historia tej ziemi i jej ludów, to nieustająca wędrówka różnych plemion. W zamierzchłych czasach II i III wieku terytorium obecnego Kazachstanu zamieszkiwały liczne ludy. Potem jego część zajęli Hunowie, włodarzyli też tam Turcy i Mongołowie. Ta wielowiekowa dominacja obcych elementów uniemożliwiała tworzenie się stałych związków o charakterze kazachskim. Raz najeźdźcy wyniszczali miejscowych, kiedy indziej znowu miejscowi wyniszczali się wzajemnie. Procesy integracyjne nie przyszły tu szybko, chociaż w wieku XV niektóre plemiona zjednoczyły się i w dorzeczu rzeki Czu utworzyły samodzielny chanat i przyjęły nazwę Kazachów. Z czasem też na innych terenach Kazachstanu utworzyły się trzy ordy: Wielka (Siedmiorzecze), Średnia (Centralny Kazachstan) i Mała (Zachodni Kazachstan), na czele których stali chanowie. Nadal jednak sytuacja polityczna była chwiejna, przejściowa a interesy poszczególnych chanów prowadziły do międzyplemiennych waśni. W wieku XVII na ziemie te najechali Dżungarowie, a po rozgromieniu ich przez Chiny (1756-1758) Kazachowie znaleźli się między dwiema potęgami: Chinami i Rosją. Zwłaszcza Rosja zainteresowana pełniejszym urealnieniem swej ekspansywnej polityki zarówno na Syberię, jak i w głąb Azji Środkowej przejawiała wielkie zainteresowanie kazachskimi ziemiami. Przez nie bowiem wiódł szlak handlowy ku Chinom. Na karawanowych drogach było jednak nadal niespokojnie. To właśnie sprawiło, że historia tych ziem była pełna różnorakich konfliktów. Rozboje, bezprawie, nędza z jednej strony i bogate fortuny z drugiej. To zawsze musi doprowadzić do konfliktu. Dualizm taki był szczególnie wyrazisty na tych terenach. Głównymi zajęciami Kazachów były: koczownicza hodowla bydła, kóz i koni, prymitywne rolnictwo a także handel wymienny. Nic więc dziwnego, że z racji swego położenia ziemie te były obszarem, na którym mieszały się od wieków polityczne, kulturalne i gospodarcze wpływy arabskie, mongolskie i tureckie. W wieku XVIII natomiast zaznaczył się wyraźny wpływ imperialnej polityki rosyjskiej. Ta zacofana peryferyjna prowincja popadała coraz bardziej pod rosyjskie wpływy. Panujące tam stosunki patriarchalno-feudalne powodowały bezwzględne posłuszeństwo koczowniczej ludności okazywane swym władcom zwanym bejami. Ci natomiast mamieni obietnicami Rosji dobrowolnie uzależniali się od jej polityki i gospodarki. Doszło do tego, że w 1731 r. Mała Orda, w 1740 Średnia, a poczynając od 1819 stopniowo Wielka Orda przyjmowały protektorat Rosji. Umocniwszy swe wpływy w 1822 r. Rosja zlikwidowała tam władzę chanów rozpoczynając powolną kolonizację. Najlepsze obszary uprawnej ziemi odebrano tubylcom oddając je na osiedlenie wojskom kozackim. Stał się więc Kazachstan wewnętrzną kolonią Rosji i tworzył jej swoiste zaplecze. Tak było przez cały wiek XIX, a później w innych układach ustrojowych przez prawie osiemdziesiąt lat w wieku XX. Gwoli obiektywności przyznać trzeba, że oprócz niewoli dała także władza rosyjska/radziecka Kazachstanowi nowe wzorce kultury i podstawy gospodarczego bytu. Kto wie jednak jak potoczyłyby się losy Kazachstanu gdyby nie owa październikowa rebelia w Petersburgu? Postawić tu należy otwarte pytanie, które z państw Azji Środkowej miałoby tutaj największe wpływy, a może Kazachstan rozszerzyłby swoje panowanie na sąsiednie obszary?
III
Pozostawiając na uboczu domysły i rozważania wróćmy do historycznych realiów związanych z rosyjskim włodarzeniem na tych obszarach. Otóż od początku zainteresowania ziemiami kazachstańskimi Rosja sposobiła się do ekspansji w tym kierunku. Na ziemiach Kraju Orenburskiego i Syberii Zachodniej, graniczących z Kazachstanem, pojawiło się wiele twierdz, których załogi były w stałej gotowości do marszów na rozległe stepy tego kraju. W Omsku zaś znajdowała się Kancelaria Zarządu Granicznego Kirgizów Syberyjskich, w której opracowywano plany podbojów i uzależniania stepowych ludów od Rosji. W niej pracował polski zesłaniec Adolf Januszkiewicz, dobry znawca tych terenów. Tamże też pracował zesłaniec Wiktor Iwaszkiewicz, który z poruczenia naczelnika guberni tobolskiej, generała Nikołaja Wiszniewskiego przeprowadził spis ludności i inwentarza Starszej Ordy (często zwanej też Wielką Ordą) przed oficjalnym poddaniem się jej pod panowanie rosyjskie.
Z całej gęstwiny faktów odnoszących się do związków polsko-kazachskich można wyłuskać wiele nazwisk i zdarzeń. Powody tych kontaktów miały w zasadzie zesłańczy charakter i związane są z historią rosyjskiego panowania w tym kraju. W historii zesłań Polaków w głąb Rosji wyraźnie jawi się wspomniany już poprzednio los konfederatów barskich. Ponad pięć tysięcy jej uczestników popadło w niewolę rosyjską, z których część znalazła się w Kraju Orenburskim, rozlokowana w twierdzach okalających od północnego wschodu ziemie kazachskie. O losie ich wiemy bardzo mało, a wspomniany już B. Zaleski pisał, iż nie wiadomo ilu ich tam było, jak tę droga tam dotarli z Orenburga bowiem
"o ile wiemy, nie powrócił, kto by dał o tym świadectwo - ale dotychczas stoi mur kamienny, otaczający orenburską twierdzę, rękami konfederatów naszych wzniesiony i ten wymownie świadczy, że być ich musiało niemało i że do ciężkiej pracy używani byli. [...]
Przed niewielu laty założony, Orenburg zagrożony był nieraz przez Baszkirów i Kirgizów, przez miejscową ludność tatarską; a jak były usposobione masy żyjące na tych przestrzeniach, najlepiej dowodzi fakt, że tam właśnie powstały i tak bardzo wzrosły bandy Pugaczowa. W walce z nimi mieliśmy mimowolnie nawet udział. Gwałtem w Syberii wcieleni do wojska konfederaci przyszli wtenczas z tamecznymi pułkami do Orenburga; 400 ich w bitwie z Pugaczowem poległo - wielu, razem z całą załogą Troicka, po wzięciu tego miasta wyrżniętych przez niego zostało"IV.
Skoro jesteśmy przy orenburskiej twierdzy dodajmy, iż przebywający w niej konfederaci stanowili masę żołnierską, która podlegała surowym prawom regulaminowym. To byli ludzie przeznaczeni do ataku na pierwszej linii. Warunki bytowania w twierdzy były okropne i więźniowie wymykali się nieraz by zasmakować wolności w rozległych stepach. Opisując te warunki, w których znaleźli się ludzie niejako na styku dwu cywilizacji, w cytowanym powyżej artykule czynił B. Zaleski uwagę, iż wiadomo, że niektórzy konfederaci, chcąc ulżyć swej doli, szukali
"związków z powstającymi plemionami, być może długo jeszcze potem łudzili się myślą znalezienia sprzymierzeńców, a przynajmniej niebezpiecznych dla Rosji wrogów, i tam - oceniając podług naszych pojęć te plemiona zupełnie od nas różne, nic z Europą wspólnego nie mające i żadną europejską ideą nie dające się poruszyć. Podejrzewanych o chęć połączenia się z powstańcami czterech konfederatów w Orenburgu powieszono - ale więcej śladów nawet zamiaru podobnego nie ma; że w masach ani współczucia znaleźć, ani zrozumianymi przez nie być nie mogli, to niezawodna. Rząd używał ich do robót, brał gwałtem do pułków liniowych, gdzie kijami zmuszał do wykonania przysięgi na wierność carowej, zapewne więc i do stanic kozaczych wcielać ich musiał".
W czasach oświeconego absolutyzmu rosyjskiego, gdy wszechwładnie panowała w Rosji szczecińska księżniczka Zofia Augustyna Anhalt-Zerbst, czyli imperatorowa Katarzyna II srogo potraktowano konfederatów. Memoriał w sprawie ich położenia i powrotu do Polski złożył w Warszawie po powrocie z niewoli, pułkownik francuski w służbie konfederacji, Thesby de Belcour. Wstawiając się za pozostającymi w niewoli towarzyszami broni, informował on w 1774 r. króla i sejm o ich położeniu. Ilu z nich powróciło nie wiemy. Wiadomo także, iż część konfederatów brała także udział po stronie powstańców Pugaczowa, za co byli szczególnie karani, gdy dostali się w ręce wojsk rządowych. Szeroki, piaszczysty step nie znającykresu wchłaniał tych ludzi, którzy wyruszali weń by pacyfikować tubylcze osady, ich mieszkańców zaś podporządkowywać administracji rosyjskiej. Mimo woli więc wmieszani zostali polscy jeńcy w służenie rosyjskiej sprawie. Kto dzisiaj jest w stanie przedstawić ich rozterki, gdy sami niewolni musieli walczyć z tubylcami by uczynić z nich rosyjskich poddanych. Ot paradoks historii, jakich wiele.
W starych materiałach źródłowych odnoszących się do rosyjskiego panowania nad Azją wiele jest podobnych przykładów. Nieraz dochodziło do krwawych walk z tubylcami, bywało że i wśród kozackiej masy żołnierskiej wybuchały bunty. Wygłodniali żołnierze napadali na osady kolonistów. Jednym słowem służba w takich oddziałach była niebezpieczna. Często najeźdźcy i tubylcze plemiona wyniszczały się nawzajem. Pewne pogłosy tej sytuacji można też znaleźć we wspomnieniach konfederata barskiego Karola Lubicz Chojeckiego, a jego wspomnienia zatytułowane Pamięć dzieł polskich. Podróż i niepomyślny sukces Polaków przez urodzonego Karola Lubicz Chojeckiego, wydane w Warszawie w 1789 roku są pełnym dramatyzmu i kulturowych realiów opisem zesłania
V. Ich autor zesłany w głąb Rosji i wcielony został do Korpusu Dragonów Syberyjskich, w którym służyli także inni konfederaci barscy pojmani w niewolę. Przez pewien czas przebywał on w Omsku. Potem walczył przeciwko powstańcom Jemieliana Pugaczowa. Po stłumieniu powstania został odkomenderowany do Bachmuckiego Pułku Kozaków i w jego szeregach walczył przeciwko burzącym się Tatarom nohajskim nad Morzem Azowskim. Podczas przemarszów i częstych dyslokacji udało mu się zbiec i powrócić do kraju. Jego wspomnienia zawierają wiele realiów z otaczającego go wówczas świata, odnoszących się do obszarów syberyjskich. Pisze w nich o klimacie i przyrodzie, charakteryzuje uciążliwości żołnierskiego życia, opisuje mniejsze i większe miejscowości. Podaje, że w Tobolsku, Kazaniu i wielu innych okolicach spotykał
"wiele naszych Polaków, starych już mocno, w różnych tam stanach znajdujących się od kilkudziesiątków lat zabranych, którzy w rewolucji Stanisława Króla Leszczyńskiego dostawszy się w niewolę, nie mieli już swego wybawienia; przerażał nas strach niejednego, obawiając się podobnego niebezpieczeństwa"VI.
Szczególne jednak jego zainteresowanie budziły nieznane mu ludy Wotiaków, Czeremisów, Kirgizów, ich życie codzienne, ubiory, mieszkania, zwyczaje i obyczaje. Oto np. jak scharakteryzował Kazachów:
"Naród ten mieszka w stepie pustym - pisał on - bez żadnych budynków, chleba nie jedzą, ani żadnego rolnictwa nie znają, szczególnie tylko mlekiem i mięsem żyją, bydła mają aż nazbyt wielki dostatek, ponieważ gospodarz jeden może mieć 5000 baranów, 2000 bydła rogatego, 1000 lub więcej koni i 300 lub 400 wielbłądów. Mieszkania ich per modum
namiotów, wojłokami nakrywane, mają takowe płoty drewniane na sprężynach żelaznych składane, które dokoła stawiają, na wierz zaś mają krokwie z żerdzi na sprężynach zrobione, które także wojłokiem nakrywają z zostawioną dziurą do wychodzenia dymu ogniowego, który na środku palą. Mają kotły najwięcej żelazne, w których mięso gotują i miseczki małe na podobieństwo filiżanek, drewniane chińskie, którymi, gdy się ugotuje mięso rosół piją, a potem same mięso jedzą. Niedługo oni na jednym mieszkają miejscu, gdyż bydła ich wielkość dla wypasania trawy potrzebuje częstego przeprowadzania się, a wtenczas dopiero gdy się przeprowadzają, zbierają domy swoje i te na wielbłądy kładą i wynalazłszy mil kilka lub kilkanaście dostatek trawy na inne z bydłem swoim prowadzą się miejsce. Gospodarzów też nie mieszka w jednym miejscu nad sześciu lub siedmiu, gdyż ci wielka swaliczbą bydła na mil kilka zabiorą obszerności. Pieniędzy żadnych nie znają ani ich biorą, gdyż wszystkie potrzebne sobie rzeczy na zamianę bydła swego nabywają. Z Moskalami ustawicznie jarmarczą na zamian rzeczy z czasem kilkanaście, a bardziej kilkadziesiąt tysięcy bydła nad Irtysz rzekę przypędziwszy, przeprawiają się też Moskale do nich za Irtysz i tam z nimi na różne wymieniają towary za jedno tylko bydło, barany i konie, z niewypowiedzianym jednak zyskiem"VII.
Powróćmy jeszcze na chwilę do tej relacji, która oddaje wiernie ówczesny sposób życia tubylczej ludności Kazachstanu z zaznaczeniem okoliczności jakie już wówczas tam zachodziły wskutek rosyjskiej kolonizacji Zachodniej Syberii. Owo napomknienie, że Kazachowie przeprawiali się za Irtysz na jarmarki jest potwierdzeniem istnienia wówczas ich osad w północnym rejonie kraju, czyli zasięgu ich osadnictwa przed rosyjską ekspansja na te obszary. Wszystko to są sądy, z którymi wypada się zgodzić bowiem ich ogólnikowość nie wyklucza prawdziwości informacji o ludności kazachskiej spotkanej na szlakach, którymi wędrował autor tych opisów. Opisy te są słuszne, a świat przedstawiony przez autora wydaje się trochę sztuczny, nie brak w nim jednak blasku autentycznego obrazu życia ludności tubylczej.
Wspomniano poprzednio o konfederatach barskich, którzy otarli się o kazachskie stepy. O ich następcach z końca XVIII i początków XIX stulecia nie zachowało się za wiele informacji. Wiadomo jedynie, iż część wziętych do niewoli żołnierzy napoleońskich dotarła w te strony. Jeden z nich Melchior Witkowski w swym Pamiętniku prostego żołnierza z lat 1812-1816, Wrocław 1961 wspomina, że wieźli ich aż do
"miasta Omska, leżącego nad rzeką Irtyszem, gdzie ta rzeka graniczy z Syberią rosyjską i księstwem kirgiskim. Tam w tym mieście przenocowaliśmy. Nazajutrz poszliśmy do fortecy omskiej, gdzie pomiędzy miastem Omskiem a fortecą płynie rzeka pod nazwiskiem miasta Om. I ta rzeka wpada w Irtysz rzekę. W samym narożniku tej rzeki wpadającej jest forteca z czterema bramami. Idąc od miasta do fortecy nazywa się brama omska. We fortecy będąc miasto jest na północ i taż brama także na północ. Na wschód brama nazywa się irkucka, na południe tatarska brama nazywa się, na zachód nazywa się tobolska. [...]
Gdyśmy już byli przewiezieni przez rzekę Irtysz do księstwa Kirgizów, jakeśmy przyszli w ich stepy, widzieliśmy wiele wielbłądów stadami pasących się po stepach, średnich i małych. Gdy ten inwentarz na tym placu wyje trawę, powieszają sakwy na wielbłądy i wsadzają też w sakwy dzieci swoje i zajmują resztę inwentarza i pędzą dalej w stepy. I tak z miejsca na miejsce z całą familją. Te stare wielbłądy tak są uczone, gdy kto chce na nie wsiąść, to klękają na przednie nogi, jak tylko zawołają Kirgizy na nie szałajkit. My także jeździli na nich, gdyśmy szli przez ich księstwo, przez któreśmy szli tylko dni cztery. Przy granicy Syberii rosyjskiej ciż Kirgizy chleb znają, ale w oddaleniu mil pięć lub sześć tam nie znają, tylko mięsem żyją, jako to końskim i wołowym; z mleka zaś kobylego robią napoje tak mocne, którymi się można upić, tak są tęgie. Dawali nam je do próbowania. Mają je w skórzanych sądeczkach ci pochodzacymi od jeńców z wojsk napoleońskich Kirgizy. Niektórzy mają na sobie adamaszkowe tołuby, w zawojach po turecku, z ogolonymi głowami, na wierzchu głowy cokolwiek włosów"VIII.
Przez stepy kazachskie niewielu wówczas chadzało Polaków. Nie znajduje się też u nas innych opisów z tego okresu, który na użytek porządkujący nazwijmy tu umownie napoleońskim. Już jednak nieco później zupełnie jaśniej rysuje się przebywanie w tych stronach członków Towarzystwa Filomatów i Zgromadzenia Filaretów (Uniwersytet Wileński) skazanych na służbę wojskową i osiedlenie, tj. Jana Czeczota, Adama Suzina i Tomasza Zana. Osadzono ich w twierdzy Kizył, a więc w zupełnie innym rejonie aniżeli zawędrowali napoleońscy żołnierze, o których wspominał M. Witkowski. W l824 roku zesłano także do Kazachstanu Alojzego Pieślaka, Jana Witkiewicza i Wiktora Iwaszkiewicza, członków patriotycznego Stowarzyszenia Czarnych Braci z gimnazjum w Krożach na Litwie. Wszyscy oni zapisali się w dziejach tej krainy pozostawiając do dni naszych żywy ślad w jej badaniach przyrodniczych, etnograficznych, geologicznych i dążeniach wolnościowych tubylców
IX.
Tomasz Zan po opuszczeniu kizylskiej twierdzy przybył do Orenburga w 1824 r. i trafił do kancelarii generała-gubernatora. Można powiedzieć, iż los mu sprzyjał, bowiem oprócz urzędniczych obowiązków mógł zajmować się obserwacjami z zakresu geologii i przyrody rozległego Kraju Orenburskiego. A to interesowało go bezgranicznie, przeto przez Kazachów nazywany był "zbieraczem kamieni". Interesował się występowaniem piasków złotonośnych w stepach kazachskich, które zlokalizował i przebadał ich procentową wydajność. Kolekcjonował także okazy flory i fauny, zabytki etnograficzne i historyczne oraz różnorodny materiał geologiczny - skały górskie, rudy, minerały, skamieliny. Wedle pewnych przekazów gdy w l837 roku T. Zan został ułaskawiony, zbiory które pozostawił w utworzonym muzeum w Orenburgu składały się z 1500 okazów skał górskich, l50 rud i kopalin 610 minerałów, 13 zielników, w których było l800 roślin, 2000 owadów, a także różnych spreparowanych okazów ptaków, owadów i zwierząt oraz map i rękopisów. Nic przeto dziwnego, że uważany jest za postać wielce zasłużoną dla tej ziemi przypominaną od czasu do czasu w publikacjach jej poświęconych. Zyskawszy przyjaźń w osobie znanego w Orenburgu pułkownika Stanisława Ciołkowskiego - który zaangażował T. Zana do nauki języka polskiego i francuskiego swych dzieci - został on wprowadzony w środowisko miejscowych autorytetów, którzy mimo, iż zesłani Polacy określani byli często buntowszczykami, okazywali im swą przyjaźń i współczucie. W jednym z listów pisanych do filarety Onufrego Pietraszkiewicza, T. Zan informował że
"Znajomy jestem z całym Orenburgiem, który dla mnie okazuje się być gościnnym, uprzejmy i cywilizowańszym. Wyższych jego mieszkańców składają urzędnicy wojskowi, naszemu krajowi obowiązani i z najlepszej strony jego charakter znający. Tak ujęty i jestem ich przyjmowaniem serdecznym, żem musiał zapominać srogości, jaką mnie uciskać z obowiązku swojego powinni byli i być nawet wdzięcznym niektórym".
Pozycja społeczna T. Zana w Orenburgu miała niepoślednie znaczenie dla jego działalności badawczej. Mógł swobodnie przenosić się z miejsca na miejsce. Często bywał w stepach prowadząc obserwacje o charakterze etnograficznym, przede wszystkim wśród Kałmuków i Kazachów. Wspólnie z księdzem Michałem Zielonką, prefektem szkół dominikańskich na Litwie i Białorusi, zesłanym do Orenburga w latach trzydziestych, założył Muzeum Przyrodnicze, w którym znalazły się zbiory geologiczne, okazy botaniczne, zoologiczne oraz etnograficzno-historyczne, jak: odzież tubylcza, okazy broni, zbiory archeologiczne, numizmaty, mapy, sztychy i portrety, różne rękopisy i inne. Wielość eksponatów nadawała tej placówce znaczący charakter w tej części ówczesnej Rosji a sława T. Zana niosła się daleko w step i do urzędów gubernatorskich. Spełniał swoje obowiązki ze starannością, był lubiany i szanowany.
"Zlecano mi zajęcia i przedmioty odpowiadające moim wrodzonym zamiłowaniom, rozwiniętym przez studia - wspominał w swych notatkach. Cieszę się dobrą opinią, szacunkiem i życzliwością wyższych sfer w Orenburgu, w którym z woli losu znalazłem swoją ojczyznę, który wzbudził we mnie uczucia skłaniające do pozostania w nim na zawsze. Czułem się tu tak dobrze i spokojnie, że prosiłem ojca, aby przeniósł się do mnie i on obiecał wkrótce spełnić mą prośbę..."
Oto jak wspomina T. Zana późniejszy zesłaniec w te strony Bronisław Zaleski. Pisze on, że
"Zan prędko znajomy był bardzo wielu, pracował, a oddawszy się naukom przyrodzonym, głównie zaś geologii, niejedną usługę oddał władzom miejscowym w kraju tak bogatym, a o którym one nie wiedziały nic zgoła. Robił częste wycieczki do stepu i Kirgizów jako dzieci natury lubił, przez nich też lubiany znany był w aułach pod nazwaniem "miłośnika kamieni", bo te w wycieczkach swoich zbierał. Szanowany powszechnie przez Humboldta, nawet po jego podróży po Azji Centralnej, Mikołajowi zalecany jako największa tych stron osobowość, przebywał w Orenburgu lat blisko dwadzieścia i ledwo wtenczas, za wielkim staraniem, przez Petersburg wrócić potrafił. Dla towarzystwa rosyjskiego natura jego tkliwa, poetyczna, do mistycyzmu skłonna, nie była pojętną, wielu nazywało go marzycielem i rzadko kto mógł to życie prawdziwie ewangeliczne ocenić, wszakże w kilkanaście lat jeszcze po jego wyjeździe z Orenburga, spotykały się tam osoby z zapałem utrzymujące, że gdyby takich ludzi pięciu było na ziemi jak Zan, to by świat cały przetworzyli, nie wylawszy kropli krwi".
Co do wspomnianego powyżej wybitnego uczonego niemieckiego A. von Humboldta, to istotnie spotkał się on z T. Zanem podczas swych podróży po Rosji. Wiemy, iż zwiedził on wówczas Ural, Ałtaj i tereny leżące nad Morzem Kaspijskim. Z kalendarium wypraw wynika, iż słynny przyrodnik, geograf i podróżnik niemiecki od lipca do września 1829 r. przebywał w Omsku, Troicku, Złotauście, Orenburgu, Uralsku, Buzułuku oraz w twierdzach tanałyckiej, orskiej i wielu innych. Jeden z polskich zesłańców z kręgu Czarnych Braci, krożanin Alojzy Pieślak pisze o spotkaniu z uczonym, informując, że
"Kiedym przyjechał do twierdzy orskiej, zgłosiłem się do niego, on natomiast wypytał mnie szczegółowo o prowadzone przeze mnie prace w dziedzinie nauk przyrodniczych. Był niepomiernie zdziwiony, gdy w bibliotece mojego towarzysza Witkiewicza zobaczył 18 tomów swoich dzieł i gdy dowiedział się, że studiuje on języki wschodnie i że w sumie zna 19 języków łącznie z europejskimi".
Biografowie T. Zana podkreślają także, iż bardzo istotnym wydarzeniem w jego życiu było spotkanie się ze wspomnianym wyżej uczonym niemieckim, który poznawszy T.Zana i jego pasje badawcze zwrócił się do władz o uwolnienie go z niewoli. Prośba Humboldta została spełniona i w 1837 r. wyjechał on do Petersburga. Pracował tam w Bibliotece Instytutu Górniczego. Jednakże jego zdrowie, nadwerężone ciężkimi przejściami i niedostatkiem, bardzo się pogorszyło; otrzymał urlop i pojechał na Litwę w celu dalszego gromadzenia materiałów. Do ostatnich dni życia zajmował się opracowywaniem materiałów zgromadzonych w terenie. Zmarł w 1842 r. Jego pamiętniki wydała z autografu Maria Dunajówna jako: Z wygnania. Dziennik z lat 1824-32, Wilno 1929. Ponadto jeszcze w XIX wieku ukazały się w Krakowie (1863) jego listy kierowane do różnych osób zebrane w tomie Żywot i koresopondencje Tomasza Zana. Kilkadziesiąt listów drukowano także w czasopiśmie "Kronika Rodzinna" (1883-1888), pod ogólnym tytułem Listy Tomasza Zana do Karola Chodkiewicza. W listach tych, obrazujących jego zesłańczy los, jest wiele innych informacji dotyczących miejsc, które poznał będąc na zesłaniu. Są w nich także informacje przyrodnicze i etnograficzne, te ostatnie odnoszą się do Baszkirów i Kirgizów.
Wiernym przyjacielem T. Zana stale wspomagającym go w terenowych eksploracjach był wspomniany już Adam Suzin, filareta przebywający początkowo przez 5 lat w Orsku, potem zaś do 1838 r. w Orenburgu, gdzie był urzędnikiem w biurze komisji granicznej. Z ramienia tej instytucji nadzorował stosunki handlowe z południową Azją oraz sprawował nadzór nad plemionami koczowniczymi, których szacunek i przywiązanie zdobył sobie przez sprawiedliwe i ludzkie postępowanie. Wędrując po kazachskich stepach pilnie obserwował życie i obyczaje Kazachów, zabytki ich przeszłości i stosunki społeczne. W 1834 r. wyjechał z Orenburga w dłuższą podróż po stepach by tam spotkać się z Baj-Muhamedem, synem chana małej Ordy, żywiącym przyjazny stosunek do władz rosyjskich. Mianowanie Baj-Muhameda w pięć lat potem (1839) sułtanem Średniej Ordy pozwala przypuszczać, że podróż ta miała na celu pełniejsze poznanie poglądów tegoż na sprawy stosunków rosyjsko-kazachskich, a także przygotowanie innych lokalnych wodzów do akceptacji tego wyboru. Pobyt w stepach pozwolił Suzinowi zapoznać się z niektórymi zwyczajami koczowników, widział ich wesela, uczty połączone z wyścigami, poznał warunki bytowania i układ stosunków społecznych. Był świadkiem różnych sytuacji wypełniających życie rodzinne i stosunki rodowe. Ich opis zawarty w artykule Wycieczka w Stepy Kirgiskie odbyta w 1834 r. przez Adama S., opublikowanym na łamach "Kroniki Rodzinnej" (1870), świadczy niewątpliwie o zainteresowaniach A. Suzina realiami kulturowymi tych ludzi stepu. Sądzę, iż nie będzie przesadą jeśli uznamy go za pierwszego polskiego profesjonalnego obserwatora kultury Kazachów.
By utrzymać chronologiczny ciąg tego tekstu wspomnieć też trzeba o wyróżniających się postaciach z grona Czarnych Braci zesłanych na tzw. linię orenburską, którzy pozostawili żywy ślad w historii Kazachstanu. Należał do nich Alojzy Pieślak, przebywający przez dłuższy czas w twierdzy orskiej. On to rozmiłowany w przyrodoznawstwie badał stepową roślinność i gromadził kolekcje botaniczne. W swoich wspomnieniach pisał, że wystarał się o to, by z uniwersytetu wileńskiego przysłano mu podręczniki na ten temat. Otrzymał je, a ponadto
"przysłano mi zasiłek pieniężny i niezbędne podręczniki przyrodoznawcze - wspomina -
które jednak zabrano mi, przy czym zabroniono także zbierania roślin i owadów. [...]
W czasie wolnym od obowiązków służbowych uczyłem dzieci czytania i pisania pobierając 10-12 kopiejek na miesiąc od ucznia. Po trzech latach zabroniono mi dawania lekcji. Dla zarobku szyłem buty, robiłem na drutach rękawiczki i pończochy, z dla satysfakcji duchowej zająłem się studiowaniem przyrodoznawstwa i gromadzeniem kolekcji botanicznych".
Do interesującego nas kręgu postaci należy także krożanin, gimnazjalista, twórca związku Czarnych Braci Jan Witkiewicz. Wspomnijmy może w celu dopełnienia faktograficznego, iż ów związek młodzieży gimnazjalnej w Krożach na Litwie uznany został przez carski aparat represji za buntownicze sprzysiężenie, zatem i wyroki w odniesieniu do jakże młodych "spiskowców" były srogie. Zakuto ich w kajdany i zesłano do Orenburga, gdzie wędrowali przez siedem miesięcy doświadczając po drodze wielu upokorzeń i mąk. Z wspomnień A. Pieślaka wiadomo, że do miejsca przeznaczenia szli oni
"zakuci w ciężkie pudowe [pud = 16,38 kg]
łańcuchy, które przyczyniały nam w drodze okrutnych mąk, zarówno wskutek nie przywyknięcia do ich noszenia i używania, jak i na skutek zbyt dużej wagi w stosunku do naszych osłabionych sił, co dawało się we znaki w czasie długich marszów etapowych". Po przybyciu do Orenburga czterej przyjaciele zostali rozdzieleni i przekazani do służby w ramach Samodzielnego Korpusu Orenburskiego. Wiktor Iwaszkiewicz przekazany został do Troicka, Alojzy Pieślak do Wierchnie-Uralska, Mikołaj Suchocki do Zwierinogołowska nad rzeką Tobol, zaś Jan Witkiewicz do twierdzy w Orsku. Wprawdzie nie była to katorga, do której zsyłano wielu polskich patriotów, ale służba w fortecznych batalionach nie należała też do łatwych. Żołnierzy srogo karano za naruszanie surowej dyscypliny, niekończące się musztry i bezsensowne zajęcia koszarowe były często przyczyną psychicznych załamań. W książce W. Diakowa i G. Sapargalijewa, poświęconej dziejom Polaków w przedrewolucyjnym Kazachstanie, napisano między innymi, że roboty katorżnicze wytrzymywali nie wszyscy. Ale życie w twierdzach, dokąd zsyłano Polaków skazanych na służbę w szeregach żołnierskich, było podobne do katorgi. Drogą niekończącej się musztry i nieustannymi drobnymi przyczepkami osiągano cel jeden - pozbawić więźnia możliwości myślenia o czymkolwiek poza perspektywą wielu lat służby. Za nieznaczne naruszenie dyscypliny wojskowej powiększano lata służby liniowej, dodatkowo zaś winni byli poddawani karze chłosty. Pierwszym dozorcą zesłanego był podoficer z dziesiątki, następnie sierżant, który regularnie składał raporty dowódcy o jego zachowaniu się. Te raporty były kierowane do dowódcy batalionu, stamtąd - do sztabu korpusu, gubernatorowi, a następnie do III Oddziału Jego Cesarskiej Wysokości Cesarzowi meldowano o miejscu służby każdego "politycznego przestępcy" i bez jego wiedzy żaden z nich nie mógł być awansowany nawet do stopnia podoficera
X.
Młodzi krożanie narażeni byli na jeszcze większe dolegliwości w żołnierskiej służbie. Oto bowiem skazano ich na dożywotnią wojaczkę, bez prawa awansu i z pozbawieniem szlachectwa, co nie chroniło ich od kar cielesnych, zwłaszcza chłosty wymierzanej kijami przez dwuszereg żołnierzy, przez który przechodził skazany. Na szczęście żaden z nich nie podpadł pod ten szczególny rodzaj kary. Opisy takich egzekucji są dość realistyczne i dają ponury obraz kaźni. Przy dużej liczbie uderzeń ofiara traciła przytomność i lekarz kazał przerywać egzekucję. Gdy żołnierz wracał do zdrowia ponownie kierowano go pod rózgi by odebrać wcześniej orzeczoną ich ilość. Nieraz egzekucja kończyła się śmiercią.
Wcieleni do sołdackich szeregów młodzi ludzie poddani zostali surowemu regulaminowi. Przypomnijmy, iż najmłodszy z nich miał 16 lat i orzeczone sądownie
"dozgonne przebywanie w wojsku bez prawa awansu". Koszmar!. Rozlokowani w batalionach na tzw. linii orenburskiej narażeni byli nie tylko na surowość dyscyplinarną żołnierskiego życia lecz również na ciągłe wymarsze w stepy by chronić rubieże carskiej monarchii przed napadami plemion kazachskich. Ponadto stepy kazachstańskie stanowiły obszar, przez który wiodły szlaki komunikacyjne z Rosji do państw Azji środkowej. Kupieckie karawany, wyprawy dyplomatyczne, wędrówki eksploracyjne uczonych wymagały żołnierskiej ochrony. Przeto i służący w tych batalionach Polacy często wyruszali na ten niebezpieczny szlak.
Wędrując tzw. bucharskim szlakiem karawany narażone były ciągle na rabunek. W celu ochrony posiadały one konwoje wojskowe, nieraz dobrze uzbrojone i liczne. Bywało jednak, że to nie pomagało w odstraszeniu rabusiów znających wybornie teren i przystosowanych do walki na otwartym polu. Wiadomo np., że w 1824 r. wyruszyła z Orenburga do Buchary duża karawana, którą osłaniała eskorta wojskowa złożona z 625 żołnierzy, posiadająca na wyposażeniu dwie armaty. Mimo, iż tubylcy bali się ognia z dział, nie udało się uchronić karawany. Oddziałem chroniącym karawanę dowodził pułkownik Stanisław Ciołkowski, Polak w służbie rosyjskiej. Mimo, iż ochrona była mocna, karawana została napadnięta przez Chiwańców, Kirgizów i Turkmenów. Walczono przez trzynaście dni, wreszcie zdecydowano się na porzucenie towarów i cofnięto się. Podobnych przypadków było więcej na tym szlaku, a ponadto bywało i tak, że rozzuchwalone zwycięstwem tubylcze hordy napadały na osiadłych wzdłuż linii orenburskiej kolonistów rosyjskich. Być może, iż w niejednej z takich wypraw brali udział młodzi krożanie, z całą pewnością zaś niejeden Polak wcielony do carskiej armii walczył na tym stepowym teatrze. W każdym bądź razie na przełomie roku 1829/1830 w warunkach życia trzech zesłańców, tj. A. Pieślaka, W. Iwaszkiewicza i J. Witkiewicza zaszły duże zmiany. Zostali bowiem mianowani na podoficerów z prawem pobierania żołdu, a co zatem idzie także zmiany statusu żołnierskiego. O całej zaś sprawie zadecydował przypadek, tj. kontakt ze wspomnianym już uczonym niemieckim Aleksandrem von Humboldtem. Otóż w Orsku, dnia 7 września 1829 r., przedstawiono mu sołdata Jana Witkiewicza jako znawcę języków tubylczych ludów, geografii i stepów kazachskich. Niemiecki badacz zafascynowany zdolnościami młodzieńca oraz wszechstronną znajomością przez niego życia i spraw tubylczych, zapragnął pomóc żołnierzowi. Mniejsza o szczegóły związane z tym spotkaniem. Interesująco przedstawił to Władysław Jewsiewicki w książce: Batyr. O Janie Witkiewiczu 1808-1839, Warszawa 1983. W każdym bądź razie zachowały się do naszych dni prośby A. Humboldta, które skierował on do cara Mikołaja I w sprawie ulżenia polskim zesłańcom, wyrażając zarazem podziw dla ich hartu i poziomu intelektualnego. W pierwszej z nich, datowanej 25 listopada 1829 r., pisał:
"Pięć lub sześć lat temu troje młodych ludzi ze szlachty. wychowanków gimnazjum w Krożach, w guberni wileńskiej, zostało zesłanych w sołdaty do oddalonych twierdz, w których dotąd znajdują się: w orskiej Iwan Witkiewicz, mający wówczas 14 lat, w wierchouralskiej Jelisiej [Alojzy]
Pieślak, siedemnastoletni i w troickiej - trzynastoletni Wiktor Iwaszkiewicz [wiek zesłańców został mylnie podany]
. W czasie ubiegłych pięciu lat wykonywali wszystkie obowiązki służbowe ku zadowoleniu swoich zwierzchników. Wyrażając skruchę za swoje winy pokładali nadzieję w szlachetności i łasce monarszej". Dalej prosił A. Humboldt o darowanie im kary, wskazując na to by J. Witkiewicz, który posiadł wielką wiedzę o kulturze stepowych koczowników i ich języki miał możliwości do rozwoju swych zainteresowań. Po otrzymaniu odpowiedzi od cara z obietnicą ulżenia doli zesłańców, pisał ponownie:
"W złożonej przeze mnie petycji upraszałem o łaskę szybkiego awansowania na podoficerów następujących zesłańców, służących w twierdzach: Jana Witkiewicza w twierdzy orskiej, Alojzego Pieślaka w twierdzy wierchnieuralskiej, Wiktora Iwaszkiewicza w twierdzy troickiej. Wasza Cesarska Mość raczył mnie powiadomić, że los ich zostanie złagodzony. Prócz tego ośmielam się upraszać o łaskę przydzielenia do utworzonej w Orenburgu Komisji Graficznej Witkiewicza, który posiada wiele wiadomości, zdąży nauczyć się języków kirgiskiego i perskiego i jest lubiany przez zwierzchników"XI.
Wstawiennictwo A.von Humboldta, wielkiego autorytetu moralnego i naukowego skutecznie odmieniło los sołdatów. J. Witkiewicz otrzymał zatrudnienie w Komisji Granicznej w Orenburgu wykonując z jej ramienia różne misje, wykraczające daleko poza rolę tłumacza, którą oficjalnie pełnił. Rozsądzał spory plemienne, obserwował handel z Bucharą, obsługiwał obce poselstwa i sam posłował do kazachskich bejów. Żywe zainteresowanie wzbudza do dzisiaj jego podróż do Afganistanu w latach 1837-1839 na polecenie władz rosyjskich rywalizujących z Anglią o wpływy w Azji Środkowej. Gdy wrócił z niej do Petersburga popełnił tam samobójstwo lub został zamordowany. Śmierć ta była dla wszystkich zaskoczeniem, zarówno dla przyjaciół, jak i dla dworu carskiego.
Wspomnijmy, iż J. Witkiewicz służył jakoby w pierwszej linii mającej za zadanie zapewnić Rosji jej interesy w Azji Środkowej. Utrzymywał bliski kontakty z władcami kazachskimi - łagodził spory między poszczególnymi żusami, pośredniczył w interesach handlowych i zwalczał nadużycia. Znając język kazachski umiejętnie oceniał przeróżne sytuacje społeczno-polityczne właściwe kazachskiej społeczności. Przedstawiały one dużą wagę dla administracji rosyjskiej - zarówno cywilnej jak i wojskowej - dążącej do powolnego acz konsekwentnego opanowania tego rejonu Azji Środkowej. Z różnych notatek J. Witkiewicza wynika jednoznacznie, iż zdawał on sobie sprawę z tej formy ekspansji terytorialnej, widział też nieuchronność tego procesu, starał się jednak o to, by złagodzić do maksimum związane z tym uciążliwości spadające na tubylczą ludność. Był zdecydowanym przeciwnikiem ekstensywnej formy kolonizacji i jak tylko mógł dbał o to, by oręż był w tym przypadku zupełnie zbędny. Posiadał rozległe stosunki wśród starszyzny kazachskiej. Godził zwaśnione ordy, które bezwzględnością w walce o lokalne prawa wycinały się wzajemnie. Stosował zasadę dialogu dla załatwiania tych spraw, inspirował spotkania bejów by nakłonić ich do pokojowego załatwiania konfliktów. Cieszył się dużym autorytetem wśród starszyzny kazachskiej, która uznawała go za człowieka uczciwego, gardzącego przemocą. W raportach składanych swym zwierzchnikom akcentował konieczność włączenia się Rosjan do ustalenia pokojowych stosunków na rozległych obszarach stepowych. Zdecydowanie przeciwstawiał się tym, którzy utrudniali ułożenie poprawnych stosunków między Rosjanami i Kazachami. Nakłaniał też Rosjan by podległe imperium plemiona kazachskie otrzymały osłonę przed napadami Chiwańców. W tym celu dostarczył informacje dotyczące wojskowej sytuacji chanatu Chiwy, podkreślając, że warowne budowle miast i twierdz chiwańskich są niedostatecznie przygotowane do obrony i przy zdecydowanym ataku rosyjskim legną w gruzach. W jego opinii Kazachowie byli zainteresowani wyprawą wojsk orenburskich przeciwko Chiwie, mając na względzie położenie kresu trwającym od lat grabieżom i stad i mienia. Sugerował, by wojska rosyjskie przeszły na rubież w pobrzeżu Syr-Darii, tam bowiem Kazachowie czumiekiejewskiej ordy wędrowali na zimę ze swoimi stadami by zapewnić im karmę. Często nie przygotowani do walki z Chiwańcami tracili stada, a poniesione straty w inwentarzu i sprzęcie osłabiały ich gospodarstwa z każdym rokiem.
Pracując w Orenburskiej Komisji Granicznej wypełniał także J. Witkiewicz wiele sekretnych misji. Urząd ten bowiem miał w swych zadaniach gromadzenie informacji o sytuacji społecznej, gospodarczej i ekonomicznej rozległych chanatów środkowo-azjatyckich. Zadania te wynikały ze stałej dążności Rosji do poszerzania swoich wpływów w tych rejonach. Ponadto nie zaniedbywano gospodarczej penetracji podejmując eksploracje o charakterze geologicznym, przyrodniczym, etnograficznym, mających stanowić oparcie dla umocnienia rosyjskiego panowania. W pracach tych polscy zesłańcy zapisali także swój wkład. Skoro mowa o penetracji polityczno-wojskowej nie od rzeczy będzie wspomnieć o ekspedycji J. Witkiewicza do Buchary. Wyjechał tam w składzie karawany kupieckiej w listopadzie 1835 r. Miasto to było w owym czasie centrum handlu niewolnikami, wśród których było także wielu Rosjan. Już sam udział w kupieckiej karawanie pozwala domniemywać, że misja ta miała agenturalny charakter. Sprawozdanie z niej obfituje w różne informacje o charakterze politycznym, jak np. wiadomości o działających w Bucharze agentach angielskich, a także wykaz osób mogących pełnić te role na rzecz Rosji. Są w nim także wiadomości o wojsku bucharskim i jego uzbrojeniu, o jej władcach i panujących w mieście nastrojach politycznych. Podając skład narodowościowy niewolników uczynił także uwagę o pewnym Polaku o nazwisku Michalski. pochodzącym spod Zamościa, który pojmany w niewolę, gdy uciekł z twierdzy w Orenburgu, został uwięziony przez Kajsaków a następnie sprzedany do Buchary. Widocznie Polak ów był nieprzeciętną osobą, skoro po pewnym czasie mianowano go "naczelnikiem" rosyjskich niewolników przebywających w Bucharze.
J. Witkiewicz należy do kontrowersyjnych postaci, a jego krótkie acz burzliwe życia stało się kanwą wielu opracowań, w których opisy mają odniesienie do rzeczywistości i tchną dużym stopniem wiarygodności, aczkolwiek są i takie, gdzie wyraźnie zostały one zmodyfikowane do wersji bliskiej opowieści przygodowej. Z literatury tej sam bohater jawi się w pozytywnych barwach, a jego życie spowite jest pasmem przedziwnych losów. Czyż nie one legły u podstaw jego tajemniczej śmierci w Petersburgu w maju 1839 r.?
Wreszcie czas wspomnieć o ostatnim z krożan zesłanym na tzw. linię orenburską, tj. Wiktorze Iwaszkiewiczu. Podobnie jak dwaj poprzedni i on służył w jednym z batalionów fortecznych, skąd dzięki wspomnianemu już wstawiennictwu A.von Humboldta, przeszedł do służby w Orenburskiej Komisji Granicznej. Szybko awansował - w marcu 1830 otrzymał stopień podoficerski, w kwietniu 1835 awansował na stopień chorążego, zaś w lipcu 1939 r. został mianowany porucznikiem. Począwszy od 1830 r. wykonywał funkcje urzędnicze we wspomnianej już Komisji Granicznej, w ramach której opracowywano różne warianty gospodarczo-wojskowego penetrowania stepów kazachskich i dalszych obszarów Azji Środkowej. Najprawdopodobniej służba ta szła mu nieźle, skoro w kwietniu 1842 r. został mianowany adiutantem szefa sztabu Samodzielnego Korpusu Syberyjskiego stacjonującego w Omsku. Ze względu na chorobę wystąpił ze służby wojskowej pozostał jednak urzędnikiem ze specjalnymi zadaniami przy naczelniku Zarządu Granicznego Kirgizów Syberyjskich. Od 1848 r. dysponował zgodą monarszą na zatrudnienie w służbie cywilnej na terenie Syberii Zachodniej pod warunkiem, że pozostanie na jej obszarze na zawsze poddany tajnemu nadzorowi ochrony. Ożeniony z Polką pozostał na terenie Syberii. Posiadał rangę radcy tytularnego i pracował jako asesor w tobolskim zarządzie gubernialnym. Nie posiadamy pełniejszych danych źródłowych by móc dokładniej przedstawić biogram tej postaci. To co jej dotyczy odnosi się w większości do okresu pozostawania w służbie wojskowej. Jej charakter - poza okresem przebywania w batalionie liniowym - związany był z pracą o charakterze administracyjnym. Z różnych papierów urzędowych zachowanych w Kazachstańskim Archiwum Państwowym w Ałma-Acie wnika, iż W. Iwaszkiewicz włączony był w sprawy związane z penetrowaniem stepów kazachskich pod względem gromadzenia informacji o stosunkach zachodzących między Kazachami a Rosjanami, o różnicach dzielących różne kazachskie rody w sferze ich poglądów na kwestie rosyjskiego władztwa na tych obszarach. Wiemy, że uczestniczył on w ekspedycji naczelnika Zarządu Granicznego Kirgizów Syberyjskich generała Mikołaja Wiszniewskiego, związanej z przyjęciem Kazachów Wielkiej Ordy w skład imperium carskiego. Był organizatorem uroczystości, podczas której odbierano przysięgę sułtanów i naczelników rodów Starszego żusa, zgromadzonych na uroczysku Kzył-Agacz. Przysięgali oni wówczas "wiernie i szczerze służyć" carowi rosyjskiemu, stosować się do wszystkich praw i nakazów, być posłusznym we wszystkim jego woli, nie "szczędząc życia do ostatniej kropli krwi". W. Iwaszkiewicz,
"który uczestniczył w ostatecznym prawnym uregulowaniu przyłączenia Starszego żusa do Rosji, wykazał przy tym niepospolite zdolności dyplomaty i administratora".
Z wielkiej gęstwiny spraw polskich na syberyjskim zesłaniu w okresie do powstania listopadowego można wyłuskać wiele innych nazwisk prostych żołnierzy służących w twierdzach na pograniczu z Kazachstanem. Ich służba nie wyróżniła się czymś szczególnym, zatem i pamięć o nich zetlała po latach wielu. Jedno jest pewne, iż służyli tam nasi rodacy w sposób najbardziej użyteczny. Głowy też nadstawiali za
"ruskie sprawy, choć nie szukali śmierci na obcej ziemi". Wręcz odmiennie, służba ich była poniewolna. Przybyli tu z dalekiego kraju, o którym w kazachskich stepach nikt nie słyszał. Zniewoleni przez Rosjan, za Rosjan byli uważani przez Kazachów, którzy niejednokrotnie wielu z nich pojmali w niewolę. Czy popadli na targ niewolników do Buchary? Nikt o tym jednoznacznie zaświadczyć nie może, ale odnalezienie w tym mieście przez J. Witkiewicza, owego Michalskiego spod Zamościa, dowodzi, iż i tędy wiodły polskie drogi do niewoli, na poniewierkę i zatracenie. Jest to szczególnie prawdziwe w wypadku Polaków służących na tzw. linii orenburskiej, uczestniczących nieraz w konwojowaniu rosyjskich karawan do Chiwy i Buchary. Wtenczas bowiem najwięcej z nich popadało w niewolę, gdyż łupieżcze bandy Turkmenów, Kajsaków czy Chiwańców wybornie radziły sobie w stepowym kraju i mało kiedy napadnięta karawana obroniła się skutecznie od nich. Łupem padały nie tylko towary ale i ludzie, którzy na bucharskim targu niewolnikami byli także towarem, towarem o szczególnej wartości. Można przyjąć za pewnik, że z tak odległych stron już się nie wracało.
Wspomniano poprzednio o konfederatach barskich, żołnierzach napoleońskich, Czarnych Braciach oraz Filomatach i Filaretach, którzy jako zesłańcy znaleźli się na tzw. kazachskiej ścieżce i zapisali się nawet w dziejach utrwalili Kazachstanu. Zdaniem Jerzego Kozłowskiego, zesłania lat l815-l830 nie były liczne i zamykały się w granicach maksymalnie do 100 osób
"i to łącznie z karnie odesłanymi do służby wojskowej na czas nieokreślony. Objęły one wyłącznie ziemie "zabrane", to jest położone na wschód od Królestwa Polskiego, bądź też Polaków pochodzących z tych ziem i uznanych za poddanych rosyjskich. W większości była to młodzież uniwersytecka i szkolna oraz niżsi rangą oficerowie, członkowie tajnych lub półtajnych organizacji, którzy płacili wysoką cenę za swą patriotyczną gorliwość i ideową postawę"XII.
Dodajmy zaraz, że po powstaniu listopadowym kazachską ścieżkę odnowili jeńcy rozesłani, podobnie jak ich poprzednicy, do twierdz przygranicznych, jak Kizył, Orenburg, Orsk, Omsk i innych stanowiących spójny system umocnień rosyjskich. Ilu ich było, nikt do tej pory nie zdołał ich policzyć rozesłanych po wielu rejonach azjatyckiej części imperium. Wiadomo jednak, że część trafiła do wojska, sporo skazano na osiedlenie, a byli i tacy, którzy trafili na katorgę. Wszyscy oni, i ci znani z imienia i nazwiska, i ci którzy bezimiennie utonęli w żołnierskiej masie, przyczynili się w jakimś stopniu do umocnienia rosyjskiego włodarzenia zauralskimi obszarami, a bywało i tak, że przyczynili się do poznania historii i kultury krajów leżących na rosyjskim kierunku kolonizacyjnej polityki.
Do takich właśnie postaci należy Adolf Januszkiewicz, który stał się wspólną własnością nauki polskiej i kazachskiej, mimo iż w tej części Azji reprezentował jednoznacznie interesy rosyjskie. Zesłano go na Syberię za udział w powstaniu listopadowym
XIII. Początkowo przebywał we wsi Żylakow w guberni tobolskiej, a potem przez parę lat mieszkał w Iszymie. Wreszcie od 1841 r. osiadł w Omsku, gdzie pracował w kancelarii Zarządu Granicznego Kirgizów Syberyjskich. Urząd ten zainteresowany penetracją ekonomiczną i polityczną stepów kazachskich często wysyłał swych pracowników w teren. Szli w dzikie ostępy by tam nieść obietnicę carskiego imperium o wielorakiej pomocy dla krajowców. Nieraz zostawali w stepach na zawsze, osaczeni przez Kazachów broniących swej ziemi. Byli wśród nich także Polacy służący w oddziałach wojskowych stacjonujących w twierdzach okalających kazachską ziemię od północy. Rzadko tylko wspomina się z imienia i nazwiska owych bohaterów codzienności. Stanowili oni jednak silne oparcie dla rosyjskiej kolonizacji północnego Kazachstanu. Pod ich naporem plemiona kazachskie cofały się ku południowi. Wytyczając kolonizacyjny szlak tworzyli warunki do powstawania osiedli rosyjskich, rozwoju handlu i rzemiosła. Żyzne stepy północne, na których wypasały się wielbłądów oraz owiec i koni, zazieleniły się teraz łanami zbóż, pobudowano młyny i gorzelnie, zapewniające regularne dostawy żywności do twierdz. Powstało zaplecze kolonizacyjne. Trudne były to czasy, w których odmienny był nie tylko język, ale tradycje, zwyczaje i obyczaje, sposób bycia i mentalność. Mało się wie o tamtych odległych czasach. W każdym bądź razie spory procent ludności rosyjskiej w dzisiejszym północnym Kazachstanie, a także w jego centrach administracyjnych - dawniejszych twierdzach - to z całą pewnością spadek po carskiej jeszcze kolonizacji tych ziem. Problem to niesłychanie ważny dzisiaj, gdy Kazachstan stał się wolnym państwem. Dawniej stosunki rosyjsko-kazachstańskie układały się rozmaicie i zawsze pozostawały pod wpływem imperialnej polityki rosyjsko-radzieckiej.
Wróćmy jednak do postaci A. Januszkiewicza, związanej w jakiś sposób z rosyjską polityką kolonialną na tym obszarze. Pracując w kancelarii Zarządu Granicznego Kirgizów Syberyjskich włączony był w szereg spraw związanych z realizacją zadań administracji rosyjskiej na rzecz pełniejszego powiązania Kazachstanu z imperium. Rzecz jasna, że łączyło się to z wieloma wyjazdami do kazachskich aułów, by mieć pełniejszy wgląd w atmosferę społeczno-polityczną panującą wśród tubylców. Zdajemy sobie sprawę, iż pertraktacje z poszczególnymi władcami stanowiły zbyt wielkie ryzyko dla mediatora. Trudno jest tutaj rozważać wszystkie subtelności carskiej polityki w tym względzie, jej podstawę stanowiło jednak to, że w przeciwieństwie do obszarów syberyjskich, które kolonizowano siłą, w Kazachstanie zachowywano pewne pozory dyplomacji. Odmienności w tym względzie podyktowane były również odmienną sytuacją demograficzną panującą na tych obszarach. Ludy Azji Środkowej posiadały pewną formę organizacji państwowej i trudno było ją podporządkować Rosji na zasadzie siły, chociaż było to możliwe z uwagi na przewagę militarną imperium. Groziło to jednak wojną partyzancką, ciągłym nękaniem najeźdźców, niszczeniem ich osad itp. Umyślono więc sobie w Petersburgu, że o wiele radykalniejsze będzie zastosowanie polityki powolnych działań. W tym celu penetrowano dokładnie teren rozległych stepów, by wiedzieć kiedy i gdzie wybuchają jakieś konflikty międzyplemienne, przekonywano poszczególnych władców do rosyjskiej polityki, obiecywano im zobowiązanie się Rosji do pilnowania kazachskich interesów i obrony plemion przed napadami sąsiednich ludów. Wysyłano do tubylczych osad lekarzy, by zwalczali oni epidemiczne choroby, wspomagano materialnie władców w pozyskiwaniu przez nich artykułów zaopatrujących domowe gospodarstwo.
I tu wchodzimy niejako w sedno spraw załatwianych przez A. Januszkiewicza na rzecz Rosji. Zajęcie swe wykonywał przez ponad dziesięć lat. Był sumienny w tej pracy i otrzymał za nią godność radcy tytularnego. Znał wielu naczelników kazachskich rodów i cieszył się ich zaufaniem. W raportach składanych swym zwierzchnikom obiektywnie informował o sytuacji panującej wśród Kazachów. Widział duże rozwarstwienie społeczne właściwe dla tego ludu. Podkreślał bezwzględną wadzę naczelników rodów i często współczuł biedocie cierpiącej nędzę i głód. Wskazywał na środki zaradcze postulując np. wysłanie w step lekarzy by ograniczyć praktyki miejscowych znachorów przyprawiających ludność o duży procent śmiertelności. Stał na stanowisku, że w każdej gminie powinien być felczer wyposażony w podstawowe lekarstwa. Od tego uzależniał powodzenie w leczeniu i skłonieniu się Kazachów do przyjmowania pomocy od kafyrów, czyli niewiernych, tj. niemuzułmanów. Czy mu się to udało? W pewnym stopniu tak! Przebywając w stepach ze wspomnianym już W. Iwaszkiewiczem, wspomina, iż
"Na wieść o tych cudownych lekarstwach mego improwizowanego Hipokratesa, zbiegały się tłumy chorych z okolicznych aułów. Przywożono ich na koniach, krowach, wielbłądach, a najsłabszych na dwukołowych taradajkach, arbami zwanych. Wszyscy prosili o te proszki, co większy skutek przynosiły niż modlitwy mułłów i zaklęcia buksów [znachorów i szamanów w jednej osobie - A.K.]
; uzdrowieni zaś składali swe dzięki w najczulszych wyznaniach. Mąż nawet jednej młodej i wcale nieszpetnej rekonwalescentki, posunął do tego stopnia uczucie wdzięczności, że na wyjeździe w drogę żegnając się z nami i dziękując Wiktorowi za pomoc okazaną żonie, prosił, aby w czasie nieobecności jego, nie robił sobie żadnej ceremonii i raczył go zupełnie zastąpić.
Ta wielka liczba chorych na febrę niczem jest atoli w porównaniu z syfilityczną zarazą, której straszne spustoszenia ciągle się nam nasuwają przed oczy; zresztą febra, jak nas zapewniano, grasuje tu tylko z początku wiosny; latem zaś sam wpływ powietrza, ruch, kumys, uwalniają od niej chorego i bez pomocy lekarskich środków".
Zarówno A. Januszkiewicz, jak też i materiały archiwalne przechowywane w kazachskich archiwach potwierdzają jednoznacznie, że polscy lekarze pracowali wśród Kazachów niosąc im pomoc w trudnych chwilach choroby. Wymienia on np. lekarzy Sokołowskiego i Jerzykowskiego, którzy cieszyli się wielką estymą w wielu aułach. Gdy była potrzeba to dziesiątki kilometrów wieziono do nich chorych a gdy już się pojawili, to niezliczone tłumy przychodziły do nich ze swoimi dolegliwościami. O sprawach tych ciekawie napisał współczesny historyk kazachski, dobry znawca źródeł o stosunkach kazachsko-polskich W.Z. Galijew, w książce zatytułowanej Medicinskaja dejatelnost ssylnych rewoljucjonerow w Kazachstanie (wtoraja połowina XIX wieka), Ałma-Ata 1982. Wspomnijmy tu jeszcze, iż w czasach współczesnych A. Januszkiewiczowi w Stepie Turgajskim prowadził działalność lekarską Polak Rogala-Lewicki, który uczestniczył między innymi w zwalczaniu malarii. Dzięki jego poświęceniu i przedsięwziętym środkom zdołano opanować epidemię w tym rejonie. Znana jest także jego działalność przy zwalczaniu cholery, podczas której zaraził się tą chorobą i zmarł. Jeszcze przez długie lata po tym wydarzeniu niosła się po kazachskich aułach legenda o tym człowieku, który niosąc pomoc bliźnim sam został powalony tą śmiertelną chorobą.
Co się zaś tyczy A. Januszkiewicza, to jakkolwiek jego działalność w stepach nie nosiła charakteru humanitarnej walki z trapiącymi Kazachów chorobami, mimo to znano go na tej ziemi. Trudno dzisiaj dociec czy w rozmowach z władcami plemiennymi skłaniał ich ku łagodniejszemu traktowaniu poddanych, w każdym bądź razie w zapiskach swoich pozostawił wiadomości o biedzie panującej wśród prostego kazachskiego ludu. Pisał między innymi, iż
"rzadko w której [jurcie - A.K.]
nie spotykał wzrok mój smutnych obrazów nędzy i chorób trapiących biedną ludność. We wszystkich prawie czarnych jurtach (bo majętniejsi mieszkają w białych) febra... na dzieciach ospa, krosta, wrzody, i wszystko to własną tylko siłą musi pasować się z cierpieniem, bo nauka Eskulapa, złożona tutaj w rękach głupich i zabobonnych buksów, podaje środki ratunku po największej części nacechowane piętnem szarlatanizmu i guślarstwa. Serce się rozdziera na widok tylu męczenników wołających o pomoc. [...]
Jak bogatsi pogardzają uboższymi, dał przykład Kirgiz jeden, zaproszony na herbatę do jenerała. Widząc, że mnóstwo jego ziomków stało koło jurty i tak cisnęło się, że ledwo jej nie obalili, obrócił się do nas i ze śmiechem i pogardą rzekł: to szubrawcy. Trzeba było widzieć jego dumę i głupotę".
Żywił współczucie dla tego ludu, wierząc, iż przyjdzie czas,
"że i koczujący nomada zaszczytne zajmie miejsce wpośród ludów, co nań patrzą teraz z góry", pisał w jednym z listów. Przekazy A. Januszkiewicza tyczące się różnych spraw związanych z jego pobytem na zesłaniu odbiegają daleko od konwencji zwykłych sybirskich pamiętników i utworów epistolarnych. Wiele bowiem w nich etnograficznych i historycznych realiów tyczących się kazachskiego narodu. Był obiektywnym kronikarzem stosunków społeczno-politycznych panujących w kazachskich aułach. Nieco informacji poświęcił sułtanowi Barakowi, który był jednym z wodzów Średniej Ordy. Podał ciekawe informacje o cieszącym się sławą wśród plemion kazachskich twórcy ludowym Kunanbaju, wielkim wówczas autorytecie moralnym, nota bene ojcu najwybitniejszego poety kazachskiego Abaja (którego spotkał podczas swych wędrówek po stepie, ba nawet wyleczył z ciężkiej choroby). Interesował się folklorem, zwłaszcza ludowymi pieśniarzami-improwizatorami (akynami) i dwu z nich - Orynbaja i Dżanabaja opisał w swej korespondencji ze stepów. Nic więc dziwnego, że raz po raz opinie jego przywoływane są przez badaczy historii kazachskiego narodu. Być może, że jego stepowe zapiski wydane zostaną ostatecznie w takim kształcie edytorskim, na który zasługują, bowiem wcześniejsze wydania oraz tłumaczenia na język rosyjski i kazachski nie są doskonałe. Rysuje się realna szansa podjęcia tego problemu w ramach współpracy uniwersytetów polskich z uniwersytetami kazachskimi. Kto ostatecznie podejmie ten trud? Póki co ukazała się już we współczesnym Kazachstanie książka Otegena Kumizbajewa pt. Polsza perzenti, Ałmaty l997 o A. Januszkiewiczu, w mieście tym jest ulica jego imienia, przed laty planowano wznieść tam pomnik czczący jego pamięć, planuje się też nazwanie jego imieniem ulic w Ajaguzie i Astanie.
Kontynuując ten wątek poznawczy w konwencji: zobaczyć polski los i kulturę Kazachów, wspomnieć wypada o ważnym zapisie z tego zakresu jakim jest książka Józefa Kobyłeckiego zatytułowana Wiadomości o Syberii i podróże w niej odbyte w latach l831, l832, l833, l834. Wydana w Warszawie w l847 roku była pierwszą polską monografią geograficzno-kulturową dotyczącą Syberii. Autor był oficerem inspekcyjnym wojsk rosyjskich stacjonujących w Omsku i z racji służbowych obowiązków poznał wielki szmat syberyjskiej ziemi, w tym i północny Kazachstan. Opisał różnorodność kazachskiej kultury i gospodarki, tj. hodowlę, typy domostw, odzież, różne aspekty kultury społecznej i duchowej. Podkreślił słabe przywiązanie Kazachów do islamu, dużo uwagi poświęcił opisom obrzędów pogrzebowych i cmentarzy, na których "nagrobne kaplice" wprawiały go w zdumienie. Było to rzec można poznanie przez konkret ukazujący inność tej kultury i materialnego bytu jej nosicieli.
W pejzażu polsko-kazachskich kontaktów przypadających na czas rozbiorów wyraźnie rysuje się postać Gustawa Zielińskiego
XIV. Uczestnicząc w powstaniu listopadowym uniknął on zesłania, jednak już w 1834 r. znalazł się na Syberii. Popadł tam po aresztowaniu za udział w pomocy rannemu partyzantowi z oddziału K. Borzewskiego i A. Zawiszy powiązanego z partyzantką polistopadową J. Zaliwskiego. Wina G. Zielińskiego polegała na tym, że wiedział on o tych działaniach partyzanckich, a nawet dostarczał żywności i ukrywał jednego z rannych. Odpowiadał przed sądem wojennym i w 1834 r. skazany został na osiedlenie na Syberii - z pozbawieniem praw stanu - gdzie wywieziono go tegoż samego roku. Niedługo przebywał w Tobolsku, później zaś w Iszymie na terenie północnego Kazachstanu. Przez cały okres zesłania trwającego do 1842 r. pracował w miejscowej administracji. Dawało mu to możliwość poznania rozległych stepowych obszarów. Zafascynowany folklorem kazachskim, zwyczajami i obyczajami tego ludu, stał się piewcą jego życia i wolnościowych dążeń. Z zesłania powrócił w listopadzie 1842 r. i osiadł na roli poświęcając się gospodarce (dobra Skępe na ziemi dobrzyńskiej). Metryka jego dorobku literackiego, nacechowanego epigonizmem w stosunku do okresu przedpowstaniowego, związana jest z pobytem na zesłaniu. Tam bowiem napisał u schyłku lat trzydziestych poemat Kirgiz, którego pierwsze wydanie ukazało się w 1842 r. w Wilnie, gdy przebywał on jeszcze na zesłaniu w Iszymie. Ta poetycka powieść przepojona jest egzotycznym orientalizmem powiązanym z romantycznym obrazem kazachskich dążeń wolnościowych i ich buntów w imię idei wyswobodzenia się z ciężaru niewoli. Krajobraz poematu jest przepojony realiami kulturowymi, właściwymi dla tego narodu, a detale etnograficzne plasują się w nim na czołowym miejscu, są pełne realizmu i wierności faktograficznej. Ów koloryt lokalny tchnie także z innych poematów, jak Koń Beduina oraz Stepy, jakkolwiek ten ostatni oprócz pewnej warstwy opisowej (pierwsza część niejako pejzażowa) w części drugiej tchnie filozoficznym rozumieniem losu człowieczego. Ślepy akyn wznosi pochwałę wolności i szczęśliwe życie ludzi mających w nieprzebranej wielkości stepu poczucie swobody. Poprzez wszystkie utwory związane z tą ziemią przewija się wielka umiejętność odczuwania przez poetę uroku przyrody. Nic więc dziwnego, że jego utwory są po dzień dzisiejszy wielce cenione i lubiane przez Kazachów. Zwłaszcza Kirgiz odtwarzający wolnościowe dążenia tego narodu jest poematem po wielekroć przywoływanym w historii literatury kazachskiej. Fabuła poematu obraca się wokół losu tubylczego młodzieńca sprzedanego w niewolę. Tęskniąc za wolnością uwalnia się on wraz ze swym wspaniałym koniem i wbrew wielu niebezpieczeństwom odnajduje współplemieńców. Rozkoszując się wolnością poznaje młodzieniec piękną kobietę, jak się okazuje, córkę mordercy jego ojca, tego samego, który i jego sprzedał do niewoli. Ów niedobry bij zorientował się po czasie, że młodzieniec ten, to sprzedane przez niego kiedyś dziecko. Młodzieńca chroni jednak przestrzegane przez Kazachów prawo gościnności. By nie komplikować swych losów narzeczeni uciekają w step. Ojciec uprowadzonej, nie mogąc ich dopędzić, podpala step i uciekinierzy znajdują śmierć w płomieniach. Piękna Dżamilia, ufająca chłopcu, zdecydowała się na ucieczkę wierząc, iż gdzieś w stepach będzie wieźć szczęśliwe życie ze swym lubym. Los jednak nie pozwolił na ziszczenie się marzeń młodzieńców.
Czy Kirgiz bliski jest rzeczywistości? Nikt dzisiaj nie potrafi na to odpowiedzieć. Z całą pewnością jednak powstał on na kanwie ludowych gawęd kazachskich, pieśni akynów z dużą dozą wyobraźni twórcy
XV. Powstanie dzieła związane jest z okolicami Iszymu, gdzie przez siedem lat przebywał jego autor. Często w porze letniej w okolicach pojawiały się koczowiska Kazachów, a tak oto pisze na ten temat zesłaniec Paweł Ciepliński:
"... mieszkaliśmy razem w tobolskiej guberni, w powiatowym mieście Iszymie, gdzie nas było trzynastu. Z tej liczby Adolf Januszkiewicz, Gustaw Zieliński, Eugeni Łempicki, Michał Moraczewski i ja, niżej podpisany lubiliśmy polowania na ptactwo: - Od mieszkańców Iszymu dowiedzieliśmy się, że w odległości siedmiu mil od miasta jest step, tak zwany Burłakowy, bardzo obfitujący w różne gatunki ptactwa. Nie pamiętam, którego roku, postanowiliśmy i ten step zwiedzić; wypytawszy się więc o drogę ... puściliśmy się w połowie lipca na wielkie łowy. Na noc zatrzymaliśmy się w odległej o wiorst trzy od tego stepu wiosce, u zaleconego nam gospodarza..., który nas przyjął najserdeczniej. Nazajutrz o wschodzie słońca... ruszyliśmy szukając jurt kirgiskich i szczęśliwie trafiliśmy od razu. Jedną z tych jurt najęliśmy na dwa dni i zaraz poznaliśmy jej gospodarza, jako też jego synów i trzy córki: Naxynelę, Demelę i Kartankę - bohaterki poematu Kirgiz; Kartanka ... powinna była być bohaterką romansu, gdyż umiała szczebiotać cokolwiek po rosyjsku i najbardziej nas bawiła i zajmowała. Nie rozumiem, jak Gustaw jej imienia zapomniał"XVI.
Z całą pewnością jednak twórca poematu szukał w swej wyobraźni literacko-romantycznych tragedii i dramatów, ale też i spojrzeniem osobistym i przekazami swych przyjaciół nasycił jego treść interesującą fabułą. To oczywiście nie umniejsza wartości tego literackiego dzieła, pełnego dynamiki i zaskakujących literacko obrazów. Oto jeden z nich:
Zatrzymał konia - spiął się w strzemieniu,
Rozpostarł ręce z czuciem dziecinnym,
Aby po długim, długim cierpieniu
Odżyć powietrzem stepu gościnnym.
Jemu się zdało - czystsze i letsze...
A więc je chwytał z takim pośpiechem,
Jakby chciał jednym pełnym oddechem
Objąć w pierś całe stepów powietrze
I długo, długo, jak ten co łaknie,
Bał się czy jemu tchnień nie zabraknie.
Do interesującego nas kręgu wydarzeń dodać trzeba liczną rzeszę zesłańców, którzy znaleźli się w Kazachstanie bądź na terytoriach sąsiadujących w drugiej połowie lat trzydziestych XIX stulecia. Wywodzili się oni z kręgu uczestników ruchów wolnościowych na terenie Królestwa Polskiego - takich jak np. Stowarzyszenie Ludu Polskiego. Związku Młodzieży Litewskiej, sprzysiężenia Szymona Konarskiego i innych. Upadek powstania listopadowego ożywił w parę lat po tym wydarzeniu ruch patriotyczny w Królestwie wśród młodzieży uczącej się, chłopów i inteligencji. Raz po raz odbywały się procesy i nowe zastępy zesłańców wędrowały w głąb Rosji. Charakterystycznym elementem świadomości polskiej owych czadów było spiskowanie przeciw zaborcy i przeświadczenie, że tylko niegodziwiec może poddać się bezwolnie rządom carskich namiestników. Ożywiły się kontakty z emigracją, zwłaszcza francuskie środowiska Polaków słały do kraju swych emisariuszy, by jednoczyć naród przeciwko zaborcy. Wedle zapisków carskiej ochrany nasilenie tego ruchu było tak duże, że było rzeczą wręcz niemożliwą, by w pełni kontrolować polskie nastroje przeciwko caratowi. Tak było istotnie i tylko część spiskowców została aresztowana, inni natomiast rozwijali swoją działalność krzepiąc ducha narodowego. O uważnym tropieniu polskiej konspiracji aż nadto wiele mamy danych w naszej historiografii. Na wyróżnienie zasługuje tutaj publikacja Włodzimierza Djakowa, Adama Gałkowskiego, Wiktori Śliwowskiej i Włodzimierza Zajcewa, zatytułowana Uczestnicy ruchów wolnościowych 1832-1855 (Królestwo Polskie). Przewodnik biograficzny, Wrocław 1990, wydana w serii "Polski ruch wyzwoleńczy i polsko-rosyjskie więzi społeczno-kulturalne w XIX wieku. Studia i Materiały".
Wspomnijmy może najpierw o tych zesłańcach z tego okresu, którzy pozostawili materiały wspomnieniowe mogące stanowić wartościowe źródło odnoszące się do kontaktów polsko-kazachskich. Należy do nich Aleksander Bem, przyrodni brat generała Józefa Bema. "Za ukrywanie przestępców politycznych" oddano go pod sąd wojenny. W 1849 r. otrzymał wyrok skazujący na wcielenie do wojska z pozbawieniem praw stanu. Służył w drugim batalionie liniowym w Korpusie Orenburskim. Zdemobilizowany w 1857 roku powrócił do kraju. Rok wcześniej ukazały się jego listy ze stepów w opracowaniu W. Wieczorkowskiego, zatytułowane "Kirgiz i stepy". Z listów [...] złożył M. Wieczorkowski, opublikowane na łamach "Kroniki Wiadomości Krajowych i Zagranicznych", 1856, nr 48-50. By nie rozbudowywać opisu treści tych listów należy jednak podać, iż oprócz spraw tyczących się bezpośrednio autora ukazują one obraz kazachskiego stepu i jego ludów. Oto bowiem pisze A. Bem:
"Wystawcie sobie ogromną przestrzeń ziemi, której granic słabe ludzkie oko dojrzeć nie jest w stanie, i która łącząc się z horyzontem, jedną z nim całość stanowić się zdaje. Ziemia ta w wielu miejscach zupełnie jest naga, w innych okryta właściwymi sobie roślinami, które zaledwie wegetować i kwitnąć zacząwszy przypalone upałem słonecznym, nigdy nie zwilżone ożywczą rosą a zaledwie parę razy do roku deszczem przykropione, usychają przedwcześnie, a okryte pyłem ziemi, który najmniejszy wietrzyk unosi, przedstawiają oku obumarłą naturę. Parę tylko iskier... a już i pożar w stepie.[...]
Lasów i drzew nigdzie nie widać; żadnej prawie nie masz zieloności, żadnej rozmaitości, która by choć na chwilę oko zająć mogła, a wiatr buja swobodnie po stepie od końca do końca, wiatr wściekły nieznośny. Wszystko martwe, wszystko bez życia, a dodawszy do tego widok niezgrabnego Kirgiza, ociężałego i leniwego, który jedzie na równie niezgrabnym wielbłądzie lub wole, a będziecie mieli zupełnie widok stepowy. [...]
Mężczyźni są średniego wzrostu, krępi, dobrze zbudowani, twarz ich okrągła, czerwona, ogorzała, nos szeroki, najczęściej spłaszczony, oczy podłużne, wielkie, daleko od siebie położone, bo szerokość nosa znaczną pomiędzy nimi przestrzeń zajmuje. I cóż powiecie, mimo te wszystkie cechy, nie odrażają oni swoją brzydotą: owszem są nawet dość przystojni, w młodszym zwłaszcza wieku. Główny ubiór Kirgiza stanowi tak zwany czapan: jest to długa suknia, pospolicie czarnego albo brunatnego koloru, podobna do naszego szlafroka; taki czapan podbijają w zimie futrem baranim, używają także odzienia ze skór dzikich kóz włosem na wierzch. Szlafroki te wkładają w ogromne skórzane, a czasem w różne wzory wyszywane szernbary (szarawary). [...]
Na ogolonej głowie noszą w zimie małe jarmułki kolorowe obszyte od dołu futerkiem, na te zaś kładą tak zwany małachaj z futra baraniego powleczonego suknem lub inną materią; latem samego tylko używają małachaja, który bywa zwykle biały, wełniany. Ubiór ten na głowę, wybornie zastosowany do klimatu, jest bardzo użyteczny w czasie wielkich tu panujących mrozów i śniegowych zawiei. Użytku koszul nie znają.
Kobiety tu są małego wzrostu, brzydkie, prędko się starzeją a ubiór ich jest jeszcze mniej udany aniżeli u mężczyzn. Używają one podobnych jak mężczyźni szlafroków, a w czasie zimy i jazdy konnej szembarów, co przy małym wzroście bardzo je niekorzystnie przedstawia. Na głowie noszą białe zasłony, które im głowę i pół figury okrywają, jedną tylko twarz wyjąwszy"XVII.
W dalszej części tej relacji jest mowa o ubiorze dziewcząt, sposobie zaplatania warkoczy, o ozdobach. Podaje też autor wygląd jurt kazachskich, opisuje dokładnie ich budowę i podkreśla dostosowanie tego domostwa do koczowniczego trybu życia. Charakteryzuje rozplanowanie wnętrza i jego wyposażenie podkreślając ważną rolę ogniska płonącego na środku na specjalnym trzonie. Podkreśla ważną rolę hodowli i związany z nią koczowniczy tryb życia. Czyni uwagi o pożywieniu, podkreślając ważną rolę końskiego mięsa w jadłospisie Kazachów, którzy używali także mięsa baraniego, koziego i wielbłądziego. Nie pominął też wiadomości o kumysie jako podstawowym napoju stepowych tubylców. W sumie przekazy A. Bema są interesującym źródłem wzbogacającym naszą wiedzę o kulturze Kazachów i jawią się jako tekst nacechowany wieloma realiami etnograficznymi.
Poszukując tego co nadal trwa w historiografii polskiej związanej z opisywaniem Kazachstanu i jego ludów, a także tego co w nauce kazachskiej jawi się na pierwszym planie z tego dorobku wspomnieć postać Bronisława Zaleskiego, skazanego w roku l846 za działalność patriotyczną na wcielenie do Pogranicznego Korpusu Orenburskiego, w którym służył w latach l848-l856
XVIII. Częstokroć wysyłano go w składzie różnych ekspedycji na teren Kazachstanu w charakterze rysownika. W tego okresu datuje się jego serdeczna przyjaźń z Tarasem Szewczenką, z którym jesienią 1849 brał on udział w tzw. ekspedycji aralskiej. Podczas podroży po stepach B. Zaleski pilnie obserwował życie i obyczaje Kazachów, wykonał wiele rysunków o zróżnicowanej tematyce kulturowej. Gdy przyszło uwolnienie ze służby wojskowej (1856 r.) przez pewien czas mieszkał na terenie guberni mińskiej (dzisiejsza Białoruś), a roku 1860 wyjechał zagranicę i pozostał w Paryżu, gdzie żywo włączył się w nurt życia kulturalnego i politycznego polskiej emigracji.
Szczególną wartość w dorobku pisarskim B. Zaleskiego dotyczącym Kazachstanu posiada jego książka o charakterze albumowym pt. La vie steppes kirghizes wydana w Paryżu w 1865 r. ilustrowana jego rysunkami. W rzeczy samej, książka ta to barwny opis kazachskich stepów, opis zawierający szerokie obraz kazachskiego bytowania. Opisuje w niej autor determinanty środowiskowe tego życia, charakteryzuje jurtę stepowych nomadów, pisze o roli kobiety w tej społeczności, opisuje cmentarze, formy pochówków, wkracza w dziedzinę bogatego folkloru itp. starając się oddzielić od siebie poszczególne elementy tyczące się sytuacji społecznej, kultury duchowej i przeróżnych form gospodarczego bytowania. Nieraz odnajdujemy też informacje o tym, że islam nie poczynił w kulturze duchowej tego ludu znaczących zmian. Stara się przy tym pokazać zachowane tu procesy społeczne, w których nadal tradycyjne podziały odgrywają zasadniczą rolę. Kazachstan w owym czasie był państwem o sformalizowanej strukturze feudalnej, w której miejscowi bejowie zachowali znacząca rolę, oni też częstokroć wciągani byli przez kolonizatorów rosyjskich do przeróżnych układów, w efekcie których sowicie opłacani tracili część swojej władzy na podległym terytorium.
B. Zaleski pisał o tym wszystkim bardzo interesująco, sam bowiem aktywnie uczestniczył w różnych formach stepowego bytowania, częstokroć też w trakcie wędrówek po tych rozległych obszarach przesiadywał w tubylczych jurtach, nocował w nich, pił kumys i wysłuchiwał rad przydatnych na szlakach jego wędrówek. Relacje te, którymi nasycił teksty swoich opisów odnoszących się do kazachskich stepów tchną wiadomościami pochodzącymi z tzw. obserwacji uczestniczącej, ale także odnaleźć w nich można pogłębione opisy kulturowych realiów, które musiały opierać się o dodatkowe informacje zdobyte od mieszkańców stepów. Opis stepów zawarty w tym albumie to czas splątany wieloma czynnikami, rozciągający się na wiele elementów przestrzeni kulturowej, ale i topograficznej. Częstokroć konstytuuje się on we wspominaniu przeżywanych zdarzeń, obserwacjach typu kulturowego, opisach drogi, co czyni ich treść swoistą tkaniną o różnych splotach, pełniejszych wzorach i postrzępionych brzegach. Widać tu też wyraźnie związki między różnymi częściami tej kulturowej materii, przedmiotami i ludźmi oraz mnóstwem innych czynników jaki podlegało życie w określonym środowisku i rolę tego środowiska w determinowaniu ludzkiego życia, przemieniania go, wzbogacania bądź zubożania. Czyni w nich nawiązanie do bogatego folkloru, w którym przetrwały elementy historii stepowych nomadów, a tzw. akyni byli strażnikami tej przeszłości i jej popularyzatorami wśród ludu. Z uwagą przyglądał się tamtejszym cmentarzom. Spotykał tam kamienne nagrobki z różnymi napisami, rysunkami wyobrażającymi konie, wielbłądy czy motywy roślinne i zwierzęce. Indagowany w tej sprawie stepowy lud nie znał dziejów tych zabytków przeszłości, a nieraz odnosił się do nich z brakiem poszanowania i
"na zapadłych mogiłach swoich batyrów [bohaterów - A. K.]
pasł barany". B. Zaleski zdawał sobie sprawę z tego, że te kamienne pomniki stanowią niezbity dowód przebogatej historii różnorakich procesów jakie były udziałem ludzi zamieszkujących te obszary w odległej przeszłości. Jawi się nam ona bardzo wyraźnie z książki I. Gumiłowa pt. Śladami cywilizacji wielkiego stepu, Warszawa 1973, będącej zapisem historycznej pamięci o złożonych procesach etnicznych i kulturowych jakie rozgrywały się onegdaj na tych terenach Azji Środkowej.
Sprzyjające warunki zesłania, a także zainteresowania B. Zaleskiego odmiennością kulturową obserwowanych przez niego ludów wywodziły się z tradycji romantycznej w jakiej wyrastał. Te wszystkie okoliczności sprzęgły się tutaj wyraźnie a ich pokłosiem jest wielość postrzeganych przez niego etnograficznych realiów. Jak widać czas niewoli był dla niego czynnikiem twórczym pozwalającym na poznanie prawdziwej natury stepów i żyjącego w nim ludu. Charakteryzowanej przez niego rzeczywistości odpowiadał swoisty rodzaj własnego doświadczenia oplecionego licznymi wędrówkami i wynikającymi stąd różnymi rodzajami komunikacji społecznej z mieszkańcami stepów. Był to czas splątany przeróżnymi fragmentami tkanki kulturowej znaczonej związkami z ludźmi i przedmiotami, doznawanymi wrażeniami i przebogatym "lasem rzeczy" zdeterminowanych przez przestrzeń i czas. Tamtego świata nie można już dzisiaj scalić, został on bowiem bezpowrotnie utracony. Znalazł się na obrzeżach kulturowych zmian jakie zaistniały w tej części Azji Środkowej, uległ rozproszeniu w nowej tkance.
Czas choćby na pobieżną konkluzję. Wydaje się zasadne stwierdzenie, że pisarstwu B. Zaleskiego patronowało postrzeganie złożoności kulturowej Kazachstanu i innych części rosyjskiego imperium. Bo należy wspomnieć, że wiele uwag poświęcił on także Baszkirom, Wotiakom i Czeremisom. Problematyka etnograficzna ujawni się także w pełni w innych jego tekstach, m.in. w relacyjnej opowieści charakteryzującej wędrówki w Górach Mugodżarskich. Wszystkie one nasycone są wielością wątków kulturowych - folklor, stepowe karawany, cmentarze, życie codzienne, jurty itp. Rytm tego opisu zmieniał się w zależności od kierunków podróży i ich trwania. Nieraz zatrzymywano się w stepie na dłuższe postoje, które dawały możliwość pełniejszego poznania obyczajów i zwyczajów tubylczych ludów, ich sytuacji społecznej i materialnej. Dostrzegał także autor zarysowujący się tu wyraźnie u niektórych lokalnych grup proces akulturacji.
W roku 1991 ukazała się w edycji kazachsko-rosyjskiej jego książka opatrzona dwujęzycznym tytułem: kazachskim - Kazak sacharasyna sajchat i rosyjskim - Żizń kazachskich stiepiej (Ałmaty) będąca przekładem z języka francuskiego (La vie steppes kirghizes, Paryż 1865) dokonanym przez F. I. Stiekłową i B. I. Sadykową. Przekład ten stanowił podstawę tłumaczenia na język kazachski dokonanego przez K. Segizbajewa. Ukazanie się książki w dwujęzycznej wersji jest potwierdzeniem jej wartości i ważnym wyróżnikiem w dziejach związków polsko-kazachskich dotyczących wkładu polskich zesłańców w badania etnograficzne, geograficzne i geologiczne na rozległych przestrzeniach tego kraju oraz ich udziału w różnych dziedzinach życia tego kraju.
W zarysowanych tu ramach chronologicznych mieszczą się także wspomnienia Adolfa Jabłońskiego, pseudonim Jasieńczyk, zatytułowane Dziesięć lat niewoli moskiewskiej, wydane w Lipsku (1867) i Krakowie (1901). Aresztowano go w Warszawie w 1847 r. za kontakty ze spiskowcami i więziono przez dwa lata w Cytadeli. Na podstawie orzeczenia Komisji Śledczej wcielony został do służby żołnierskiej w Korpusie Orenburskim. Przybył tam w 1849 r. i został odkomenderowany do Uralska, poczym wysłano go do Orska. Po siedmioletniej wojaczce otrzymał pierwszy stopień oficerski (1856) wraz z ułaskawieniem z okazji koronacji Aleksandra II. Wkrótce podał się do dymisji i powrócił do Warszawy (1860). Brał udział w powstaniu styczniowym, jednak uniknął ponownego zesłania. Jego wspomnienia pełne są interesujących informacji o sprawach dziejących się w armii, wiele w nich wiadomości o Polakach, o stanicach kozackich na Uralu, o doświadczeniach z zesłańczego szlaku itp. W jego zesłańczym biogramie widzimy splot różnych złych wydarzeń, borykanie się z żołnierską służbą i wieloma innymi biedami. To jednak nie zabiło w nim potrzeby walczenia ze złym losem i jakkolwiek żołnierska służba nie była marzeniem jego życia potrafił tak nią pokierować, że uzyskał nawet awans. Mówiąc inaczej, wspomnienia obracają się w obrębie spraw "miejsca i czasu", napisane są wartkim językiem i oddają szeroką panoramę doświadczeń, wrażeń i emocji, które były jego doświadczeniem. Widać to znakomicie w opisie twierdzy Orsk, gdzie czytamy:
"U stóp góry [Preobrażeńskiej]
, gdzie rzeka Or wpada w Ural, rozsypane są drewniane domki, po większej części w tatarski budowane sposób, z oknami w podwórzu, by oko niewiernego giaura nie dostrzegło i sprofanowało malowanej piękności Wschodu. Domki te tworzą osadę Orsk; pozostałe resztki wałów przypominają mieszkańcom, że tu była kiedyś forteca. Wały i fortyfikacje znikły, ale nazwa została. Główna ulica fortecy z lewej strony zabudowana jest koszarami 5. batalionu, z prawej jest więzienie aresztanckiej kompanii roboczej, koszary dla inżynierii i artylerii.
Na środku rynku wznosi się murowana cerkiew o pięciu w kształcie przewróconych cebul wieżycach; po bokach rynku odwach, dom dowódcy batalionowego i bramy tatarskie.
Na wierzchu góry opiera się jeszcze ciągłym wiatrom i buranom zamknięta, stara, drewniana cerkiew, wybudowana przez Katarzynę, i jak wtedy postawiono żołnierza na wartę, tak do dziś zmienia się regularnie. Cerkiew upadnie i zgnije, ale warta stać będzie ciągle, bo rozkaz nie został cofnięty, a kogoż to obchodzi, że żołnierze wystawieni latem na upał słoneczny, a zimą na mrozy? A kiedy buran rozhuka się, w nocy nikt już nie odważy się pójść na górę, by zmienić posterunek, i żołnierz zostawiony, przeziębły, na próżno woła o zmianę, nikt go nie usłyszy. Wreszcie znużony, wciska się w kąt pod spróchniałą ścianę, zasypia, a rano odnajdują skostniałego rycerza".
Ciekawie też wypadły spod pióra autora inne opisu tyczące się atmosfery koszarowej, zajęć żołnierskich, warunków zakwaterowania itp., których już cytować nie będziemy. Bogactwo faktograficzne wspomnień wystawia dobre świadectwo autorowi, bystremu obserwatorowi, którego książka dochowała się do naszych czasów zaledwie w unikatowych egzemplarzach.
Toż samo odnieść można do kolejnego zesłańca Maksymiliana Jatowta, piszącego pod pseudonimem Jakub Gordon. Aresztowany za działalność patriotyczną więziony był w Cytadeli Warszawskiej. Skazany na służbę w Korpusie Kaukaskim (1846), zbiegł do Galicji podczas konwoju. Wyjechał wkrótce zagranicę (Włochy, Francja). Od 1848 r. przebywał w Krakowie. W tymże roku przekraczał granicę Królestwa Polskiego i ponownie został aresztowany przez Rosjan. Uniknął sądu wojskowego za dezercję i trafił do Korpusu Orenburskiego. Służył w batalionie liniowym. Skierowany z własnej woli na tzw. front krymski, sfałszował dokumenty i ponownie zbiegł do Królestwa, a stąd wyjechał do Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Pod nazwiskiem Jakuba Gordona - posługiwał się nim do końca życia - opublikował książki wspomnieniowe i reportaże podróżnicze: Pamiętnik Polaka z Korony, obywatela Stanów Zjednoczonych, Lipsk 1861, Obrazki caryzmu, Lipsk 1861 oraz Sołdat czyli 6 lat w Orenburgu i Uralsku, Lipsk 1865. Od 1868 r. mieszkał ponownie w kraju. Zmarł we Lwowie (1895).
Dopełniając obrazu dziejów związku polsko-kazachskich dotyczących języka i kultury Kazachów wspomnieć jeszcze należy o działalności badawczej Seweryna Grossa, zesłańca z końca XIX stulecia zajmującego się kazachskim prawem zwyczajowym, bliskiego znajomego Abaja Ibrachima Kunanbajewa, wybitnego poety kazachskiego
XIX. O spotkaniu z Kunanbajewem pisał także zesłaniec Jan Witort mieszkający w Semipałatyńsku w latach 80. XIX stulecia. On także interesował się prawem zwyczajowym Kazachów, co przedstawił w artykule pt. Ze stepów Azji Środkowej, opublikowanym na łamach lwowskiego czasopism "Lud" (1899)
XX. Ciekawe informacje przyrodnicze i etnograficzne o Kazachach i Kazachstanie zawarte są w mało znanej dotychczas książce Edwarda Ostrowskiego zatytułowanej Listy z podróży odbytej do stepów Kirgiz - Kajsackich..., Grodno 1859. Jako lekarz weterynarii udał się on tam z polecenia rządu rosyjskiego, by sprawdzić warunki hodowli zwierząt wśród ludów tubylczych. Podróż ta dała mu możliwość poznania natury Kazachów - sposobu życia, zwyczajów i obyczajów
XXI.
Na tym w zasadzie można by zamknąć opis XIX-wiecznych badań i obserwacji typu etnograficznego na obszarze Kazachstanu. Czynnikiem sprawczym tej wiedzy jest fakt, iż w XIX wieku, obfitym w różne formy walki narodowo-wyzwoleńczej, prowadzonej w zaborze rosyjskim, każda klęska kończyła się zesłaniem. Miało ono różny charakter - karne bataliony bez prawa awansu, służba w regularnych jednostkach liniowych uczestniczących w walkach z tubylcami Azji Środkowej, Kaukazu czy Syberii, zesłanie na osiedlenie, katorga. Tak więc w poniewolnych uwarunkowaniach rozpoczynały się pierwsze kontakty polsko-kazachskie. Wprawdzie w okresie tym Kazachstan pozostawał na uboczu zesłańczych traktów, bowiem wiodły one przede wszystkim na Syberię, niemniej jednak w twierdzach, które rząd carski budował na terenach graniczących ze Stepami Kazachskimi, przebywało wielu Polaków odzianych w szynele żołnierskie i biorących udział w wyprawach na teren rozległych stepów.
Wcielanie do wojska było częstą karą stosowaną wobec zesłańców politycznych, przeto i w jednostkach Korpusu Orenburskiego oraz oddziałach Korpusu Syberyjskiego, posiadającego twierdze wzdłuż północnych granic dzisiejszego Kazachstanu znajdowało się wielu Polaków. Służba ta była udręką nic więc dziwnego, że zdesperowani żołnierze, żyjący w ciągłym poniżeniu i nędzy, porzucali ją nieraz ratując się ucieczką. Uchodząc w stepy oczekiwali pomocy od tubylców, nieraz ją otrzymywali, częściej jednak dezercja kończyła się niepowodzeniem i pojmaniem w nową niewolę. Potem zagubili się oni gdzieś w rozległych stepach pełnych przedziwnych paradoksów i sprzeczności, zdeterminowanych różnicami interesów poszczególnych kazachskich bejów. Niektórzy z nich byli skłonni dobrowolnie poddać się pod panowanie Rosji, inni walczyli o prawa swego narodu, o swój prestiż i władzę. Dziwne to były czasy, a ich świadkowie wywodzący się spośród polskich zesłańców, widzieli je, a nawet opisali dając przez to obraz kazachskiej kultury, zwyczajów i obyczajów tego narodu. Ostatecznie jednak w XIX stuleciu Kazachstan wszedł w skład carskiego imperium, a pobudowane na jego terenie twierdze rosyjskie przyjmowały nowe zastępy polskich zesłańców.
Bywało również i tak, że udawali się Polacy do Kazachstanu dobrowolnie. Byli to absolwenci uczelni rosyjskich - inżynierowie, lekarze, oficerowie, zawsze jednak obecność ta detreminowana była przez szereg czynników wynikających z braku niepodległości i zaborów. Wielu spośród nich zapisało się w dziejach tej krainy niosąc np. pomoc tubylczej ludności podczas epidemii malarii i innych chorób. Byli też oni pionierami w wytaczaniu szlaków komunikacyjnych, organizatorami żeglugi, pracowali w miejscowej administracji, nieraz nawet na eksponowanych stanowiskach, budowali twierdze, przystanie wodne, prowadzili obserwacje o charakterze etnograficznym i przyrodniczym. Istnieje na ten temat odpowiednia literatura, zarówno w Polsce jak i w Kazachstanie. Oto np. w dwutomowej bibliografii zatytułowanej Istorija Kazachstana. Dorewolucjonnyj pieriod. Bibliograficzeskij ukazatel, autorstwa W. Z. Galiewa, K. Sz. Szałabajewa i T. W. Sawaljewa, Ałma-Ata 1988 podano wiele publikacji z tego zakresu. Wymieniono w niej również prace Aleksandra Zatajewicza, muzyka który na początku XX wieku znalazł się w Kazachstanie gdzie zetknął się z pieśniami stepowych akynów, które stały się pobudką do gromadzenia i folklorystycznych analiz ich twórczości oraz muzycznych kompozycji zwanych kiuiami tworzonych przez samorodnych instrumentalistów. Wspomniane pieśni akynów, przekazywane były z pokolenia na pokolenie i traktowały o zyciu Kazachów i ich bohaterach. Były to improwizacje, które miału charakter wokalnego recytatywu, zazwyczaj z towarzyszeniem dźwięku dombry, instrumentu strunowego. Świadom, można powiedzieć, zarówno zadania, jakiego się podjął jak i odpowiedzialności jaka na nim spoczęła, bez najmniejszego wahania z niebywałą pasją poświęcił się tej pracy. Zebrał i opracował do druku ponad 2300 pieśni oraz wiele wspomnianych powyżej kompozycji muzycznych. W pracy tej nie miał przetartych szlaków, nie mógł oprzeć się na badaniach poprzedników a swoje zadanie traktował jednak jako niebywałą okazję do tego by wzbogacić wiedzę o folklorze Kazachów. W postanowieniu tym wytrwał do końca, opublikował dwie prace z tego zakresu: Tysjacza piesień kirgiskogo naroda (bez miejsca wydania -l924) oraz Tysjacza piesień i kiujew kazachskogo naroda, Ałma-Ata 1937. Ofiarował je Kazachom, do których pisał:
"Wam moi drodzy przyjaciele dżigici poświęcam i przekazuję owoc pracy wykonanej wspólnie z wami. Wypełniłem mój trud z całą miłością i samopoświęceniem, na jakie mnie było stać. W tej pracy nie wolno było zrobić ani jednego kroku bez wewnętrznego zharmonizowania z intymnymi strunami duszy narodu, która sprawiła, że ja, przypadkowy przychodźca do Was, pokochałem na zawsze szlachetny i utalentowany naród kazachski"XXII.
I jeszcze na moment pozostańmy w kręgu dorobku tego genialnego badacza kazachskiego folkloru zaznaczając, iż nikt przed nim, ani po nim, nie wykonał tak mozolnej pracy badawczej polegającej na zebraniu i opracowaniu tego ważnego zjawiska w folklorze słownym i muzycznym Kazachów. Zastosował przy tym własną metodę nutowego zapisu pozwalająca nie tylko na odtworzenie linii melodycznej danej pieśni lecz również na oddanie jej nastroju i natchnienia jej pierwotnych niepiśmiennych wykonawców. Zbiory A. Zatajewicza posłużyły Jewginiejowi Brusiłowskiemu, artyście narodowemu Kazachstanu do komponowania pierwszych oper kazachskich, a zbiorami tymi nie gardził także znakomity kompozytor Siergiej Prokofiew. Dość powiedzieć, że nazwisko naszego rodaka jest znaczące w kazachskiej kulturze, nic przeto dziwnego, że ceniony pisarz francuski Romain Rolland pogratulował mu słowami:
"Chylę czoła przed wspaniałymi wynikami pańskiej pracy i rad jestem, że doprowadził ją pan do końca w tak ciężkich warunkach głodu i epidemii", a Maksym Gorki o jednej z książek A. Zatajewicza napisał, że stanowią one
"bogactwo dla Mozartów, Bethovenów, Chopinów i Mussorgskich przyszłości". Zmarł A. Zatajewicz w Moskwie (l936) i pochowano go na Cmentarzu Nowodziewiczym, na którym są groby wielu luminarzy kultury. Jego mogiłę sąsiadującą z grobem Antoniego Czechowa zdobi pomnik z popiersiem, a na cokole jest postać Kazacha grającego na dombrze. Jemu też I. Lewicka poświęciła powieść zatytułowaną Żywyje drogocennosti: Dokumentalnaja powiest ob. A. W. Zatajewicze - kompozitorie, etnografie, Ałma-Ata l976. Jego postacią i dorobkiem zajmuje się wiele osób w Kazachstanie i Rosji, zatem niechże i u nas w dobie dokumentowania polskiego dziedzictwa naukowego, kulturalnego czy gospodarczego na Syberii i w innych rejonach byłego imperium rosyjskiego, postać tego znakomitego człowieka ożyje w naszej pamięci. Dodajmy tu jeszcze, że w początkowych latach XX stulecia mieszkał on w Warszawie, gdzie uprawiał krytykę muzyczną i związany był zawodowo z miejscowym Konserwatorium. Wydarzenia pierwszej wojny światowej sprawiły, że opuścił kraj a wichry wojny sprawiły, ze znalazł się w dalekim Kazachstanie. Tam żył skromnie, nie czyniąc niczego dla sławy i rozgłosu, rozkochany w pieśniach stepowych akynów im poświęcił swoje zdolności i trud, zatem do dzisiaj oddaje się mu tam hołd, za wszystko co uczynił dla kultury narodowej Kazachów.
Historycy kazachscy z dużym znawstwem piszą o wkładzie Polaków w rozwój ich kraju, co we współczesnym kreowaniu stosunków polsko-kazachskich może mieć niepomierne znaczenie w układaniu wzajemnych międzynarodowych porozumień zabezpieczających autonomię polskiej mniejszości narodowej w tym kraju, której obecność jest pokłosiem imperialnej polityki Rosji i Związku Radzieckiego wobec Polski, podobnej do kolonialnej polityki wobec Kazachstanu. Z okazji przypadającej w 2006 roku 70 rocznicy deportacji Polaków do Kazachstanu w l936 roku, ambasador Republiki Kazachstanu w Polsce Aleksy Wołkow opublikował na łamach miesięcznika "Nowaja Polsza" (4:2006) artykuł pt. Poljaki Kazachstana, a tłumaczenie tego tekstu podejmującego szereg wątków polskiej obecności w tym kraju zamieścił także miesięcznik "Wspólnota Polska" (2: 2006). Dodać zaraz trzeba, że autor daleki był w nich od jakiejkolwiek jednostronności i wyraźnie podkreślił, że polska obecność w Kazachstanie chociaż ma jednoznacznie zesłańczy charakter to Polacy dali tej ziemi swój trud wiedzę i umiejętności badając kulturę Kazachów, ich folklor i język, a także przyczynili się do przyrodniczego poznania tego kraju i jego zagospodarowania.
"Kazachstańscy Polacy - pisał on -
biorą aktywny udział w polityczno-społecznym życiu Kazachstanu, są wśród nich znani prawnicy, uczeni i biznesmeni. Podtrzymują i utrzymują więzi ze swoją historyczną ojczyzną. [...]
Wizyta wielkiego Polaka - papieża Jana Pawła II w Kazachstanie w 2001 roku - dała potężny impuls dla umocnienia pozycji Kościoła katolickiego. Dziś w stolicy i innych miastach Kazachstanu wznoszą się nowo wybudowane kościoły i świątynie, a w Astanie odbywają się regularnie zjazdy katolików z krajów azjatyckich. Przedmiotem naszej wspólnej pamięci i naszych modlitw jest to, że na polskiej ziemi znajdują się mogiły żołnierzy radzieckich - Kazachów, którzy polegli w walce z faszyzmem, a na ziemi kazachskiej pochowani są żołnierze polskiej Armii generała Andersa oraz liczni Polacy zamordowani w czasach represji"XXIII.
* * *
Wspomniano poprzednio, iż metryka polsko-kazachskich kontaktów sięga bez mała dwustu lat i posiada charakter zesłańczy odnoszący się do końca XVIII i całego XIX stulecia, czyli do okresu, będącego pokłosiem rozbiorów .Tutaj natomiast dodać jeszcze należy, iż dopełnieniem tego zjawiska stały się masowe zsyłki ludności polskiej do Kazachstanu z terenów Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej na terenie której według spisu ludności z l926 r. mieszkało 476 tysięcy Polaków. Zesłania te zwane w dokumentach radzieckich przesiedleniami objęły w latach l936-l938, według niedokładnych danych około 60 tysięcy Polaków, przy czym największy kontyngent przesiedlonych przypadł na druga połowę rok l936.Nałożono na nich szczególne rygory ograniczające swobodę przemieszczania się(obowiązywał tzw. komendancki czas), uprawiania praktyk religijnych, posługiwania się językiem polskim, zdobywania wykształcenia itp. Na stepach gdzie ich osiedlono powstały z czasem wsie: Zielony Gaj, Jasna Polana, Kalinówka i inne, z których nie wolno im było wyjeżdżać. Ograniczenia te zdjęto dopiero w l956 roku. Ich potomkowie mieszkają tam do dzisiaj i częściowo powracają do Polski. Z tej olbrzymiej fali deportacyjnej wiele osób zmarło w pierwszym okresie osiedlenia ze względu na surowe warunki klimatyczne, brak opieki lekarskiej, a nie rzadko i z głodu. Sprawie tej poświęcił swoje studium M. Iwanow, zatytułowane Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim 1921-1939, Wrocław 1991 oraz zajął się nią także W. Lizak w książce pt. Rozstrzelana Polonia. Polacy w ZSRR 1917-1939, Szczecin 1990, on też pisał o Polakach w Kazachstanie poświęcając tej problematyce artykuł noszący tytuł "Skąd się wzięli Polacy w Kazachstanie?", "Tygodnik Powszechny", 49: 1989.
Ten problem polskiej diaspory w Kazachstanie zyskał w ostatnich latach dość dobre oświetlenie, między innymi poprzez badania prowadzone przez Instytut Etnologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz indywidualnych badaczy z innych krajowych ośrodków akademickich - Kraków, Warszawa, Wrocław. Faktografia przez nich zgromadzona pozwala na odtworzenie obrazu ich życia, losu - jako autonomicznego procesu ludzkiej egzystencji, rozpamiętywania o tym co było, tego co sensowne i wartościowe, a jakże często daremnie poszukiwane. Tę perspektywę stwarzają z jednej strony wspomnienia tych ludzi, z którymi rozmawiałem nieraz tam w Kazachstanie, wspomnienia z czasów pogardy kiedy życie nasycone było wielością trudów i koniecznością ich pokonywania z drugiej zaś liczne dokumenty archiwalne, udostępnione ostatnio w książce E. M. Gribanowej, A. S. Zułkaszewa i M. Maksyjewej, zatytułowanej Iż istorii Polakow w Kazachstanie (l936-l956), wydanej w Ałmaty w 2000 roku. Tak więc to, co przeżyte było niegdyś przez tych ludzi i zapamiętane powraca w ich wspomnieniach i uzyskuje nowe znaczenie tym razem historiograficzne. Wspomnieć tu jeszcze należy o książkach ujmujących szersze konteksty związków polsko-kazachskich obejmujących polskie dziedzictwo z zakresu etnografii, badań przyrodniczych, działalności gospodarczej itp. do których należą prace: G. Sapargalijewa i W. Djakowa, Polacy w Kazachstanie w XIX wieku, Warszawa l982; A. Kijasa, Polacy w Kazachstanie. Przeszłość i teraźniejszość, Poznań l993; Polacy w Kazachstanie. Historia i współczesność, pod red. S. Ciesielskiego i A. Kuczyńskiego, Wrocław l994; W stepie dalekim. Polacy w Kazachstanie, pod red, M. Gawęckiego i J. Jaskulskiego, Poznań- Ałmaty l997; Polska droga do Kazachstanu. Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej - Żytomierz 12-l4 października l996 roku, pod red. T.Kisielewskiego, Warszawa l998; R. Badowskiego, Polscy piewcy Kazachstanu, Pelplin 2004 czy M. A. Koprowskiego, Przez stepy Kazachstanu, Katowice 2002.
* * *
Wspomnijmy tu jeszcze na koniec o ostatniej w dziejach związków polsko-kazachskich fali deportacyjnej przypadającej na lata l940-l941 oraz na pierwsze lata po zakończeniu drugiej wojny światowej. Tematowi temu poświęcona jest książka Stanisława Ciesielskiego pt. Polacy w Kazachstanie 1940-l946. Zesłańcy lat wojny, Wrocław l996, w której zajmująco przedstawiono polskie spotkania z kazachską codziennością. Żyją do dzisiaj świadkowie i uczestnicy tych przesiedleń narodu, a niektórzy opisali swe przeżycia z tamtych lat. Oto np. w Londynie ukazała się w 1981 roku książka Danuty Tęczarowskiej zatytułowana Deportacja w nieznane. Wspomnienia 1939-1942, będąca barwnym opisem zesłańczych dziejów autorki w Kazachstanie. Kazachstańskie realia zawiera także książka Marii Byrskiej pt. Ucieczka z zesłania, opublikowana w Paryżu w 1986 roku. Jest też wiele ich w publikacji noszącej tytuł W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali... Polska a Rosja 1939-42, w wyborze i opracowaniu Jana Tomasza Grossa oraz Ireny Grudzińskiej-Gross, Londyn 1983. Tej samej problematyki dotyczą wspomnienia księdza Władysława Bukowińskiego, zatytułowane Wspomnienia z Kazachstanu, wydane po raz pierwszy w Londynie (1979), mające wiele późniejszych wznowień krajowych. Również w książce wspomnieniowej księdza Józefa Kuczyńskiego Między parafią a łagrem, wydanej w Paryżu (1985), duszpasterza Polaków w ZSRR, który przez kilkanaście lat przebywał na zesłaniu, w tym także na terenie Kazachstanu. Z publikacji o krajowej proweniencji wspomnieć trzeba o książce Eugeniusza Iwanickiego pt. Wróg towarzysza Stalina. Wspomnienia z Kazachstanu 1940-1946, Łódź 1990, Marii Jadwigi Łęczyckiej, noszącej tytuł Zsyłka. Lata 1940-1946 w Kazachstanie, Wrocław 1989, a także o opowiadaniach Marii Szczepowskiej zatytułowanych Sosenka i inne opowiadania. Warto także zwrócić uwagę na publikację Zofii Tarkocińskiej pt. Ociosani, Warszawa 1989, w której również znajduje się obraz kazachstańskich stepów. Wreszcie wymienić należy cykliczne wydawnictwa pod nazwą Wspomnienia Sybiraków, redagowane przez Janusza Przewłockiego z Komisji Historycznej Zarządu Głównego Związku Sybiraków oraz Tak było ...Sybiracy, pod redakcją Aleksandry Szemioth, wydawane przez Oddział Krakowski Związku Sybiraków których pomieszczono nieco tekstów dotyczących Kazachstanu. Od czasu do czasu problematyka ta przewija się także przez łamy prasy krajowej, najpełniej jednak ukazywana jest ona przez wydawane w Białymstoku pismo "Sybirak" oraz kwartalnik "Zesłaniec" wydawany przez Radę Naukową Zarządu Głównego Związku Sybiraków. Przy sposobności warto także wspomnieć o oficynie pod nazwą "Biblioteka Zesłańca", istniejącej w ramach Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, która podjęła trud wydawania książek - monografii, antologii, wspomnień - poświęconych dziejom Polaków na Wschodzie.
Z punktu widzenia krytyki literackiej wartość wspomnieniowych zapisów jest różnorodna. Widać to wyraźnie porównując je między sobą. Jedne fascynują urokliwością tekstu inne zaś są nieraz koślawe składniowo i stylistycznie. Wszystkie jednak tworzą ważny dokument, są potrzebne i ważne, wszakże to dzięki nim ożywia się pamięć czasów pogardy dla naszego narodu. Wiele jest też w nich informacji o kulturze narodu kazachskiego fascynującej naszych rodaków oryginalnością i bogactwem.
Dzięki wspomnieniom byłych zesłańców, ludzi udręczonych psychicznie i fizycznie, którzy zdobyli się na to, by powrócić myślami do tragicznych przeżyć, historia wzbogaciła się o wartościowe świadectwa dotyczące tamtych czasów pogardy. Rzeczywistość, którą oglądamy w tych zesłańczych opisach jest wieloraka, to one dają nam pełniejsze wyobrażenie o obolałym i cierpiącym życiu na zesłaniu, którego obrazy jakby nieco zetlały w zbiorowej pamięci narodu, zwłaszcza wśród jego najmłodszej części. Przynoszą one także interesujące relacje o kulturze ludności kazachskiej, o zwyczajach i obyczajach tam panujących i ukazują byty i wydarzenia, które nie przystają do powszechnego wyobrażenia o zesłańczym życiu, które częstokroć stawało się lżejsze dzięki pomocy prostego kazachskiego ludu.
* * *
Na rozległych obszarach Kazachstanu liczne są stacje męki polskiej, rozrzucone po stepowych aułach, wsiach i miastach, po więzieniach i łagrach. Dla takiego obrazu tej ziemi, gdzie do dzisiaj mieszka prawie 60 tysięcy Polaków nie trzeba długo poszukiwać historycznych uwarunkowań, bowiem krótkie określenie "zesłania i deportacje", aż nazbyt wyraźnie je objaśnia. Był Kazachstan częścią wielkiego zesłańczego archipelagu, a ci, którzy się tam znaleźli, zostali ciężko doświadczeni przez los: wygnaniem, wojną, wieloletnią poniewierką, chorobami, głodem, utratą najbliższych. Nieznajomość losów tych ludzi była w urzędowy sposób zaprogramowana przez naszą powojenną historiografię. Nie pisano o tym w prasie, nie prowadzono nad tym studiów naukowych, skrywając skwapliwie przed społeczeństwem dzieje Polaków na kazachstańskim archipelagu zesłańczym. Wyjaśniamy więc tu i popularyzujemy w ten sposób złożoność tych zagadnień przedstawiając też ważne pola badawcze kryjące się w szerokim temacie naszych dziejów w Kazachstanie, zrodzonych w epoce sowieckiego panowania. Jawią się one triadą łez, krwi i mozołu, odmierzaną szlakami zsyłek, walką o byt i przetrwanie. Prawda o tych wydarzeniach jest gorzka i dramatyczna. Przewija się ona po wielekroć poprzez różne formy zapisów zesłańczego życia - dzienniki, listy, wspomnienia, dokumenty itp. Ukazują one wieloraki krąg związanych z tym wypadków, jak deportacja, więzienia i łagry, praca w nieludzkich warunkach, tułacze życie, śmierć bliskich, walka o przetrwanie i nadzieja. W artykule omawiającym raport grupy specjalnej Związku Walki Zbrojnej złożony Ministrowi Spraw Wewnętrznych Rządu Polskiego w Londynie (1940), podkreślono wyraźnie, że deportacja ludności polskiej w głąb Związku Radzieckiego po 17 września 1939 r. była najtragiczniejszym w dziejach naszego narodu zesłańczym szlakiem, bowiem po raz pierwszy na Sybir
"szedł cały naród, a nie czynni bojownicy o niepodległość [...]
że po raz pierwszy wreszcie na znany nam sybirski szlak wstąpiły masowo polskie dzieci. W tym względzie okrucieństwo carów blednie w blasku czynów "Ojca Ludów"".
Obserwując i oceniając dziś to zagadnienie trzeba wyraźnie podkreślić, że powzięcie decyzji o deportacji Polaków w głąb Związku Radzieckiego po wojnie z 17 września 1939, a także w latach 1936-1937 oraz po roku 1944 było aktem represji o wymiarze szczególnym.
"Nacjonalistyczny carat i internacjonalistyczny bolszewizm - pisał Mikołaj Iwanow -
miały w traktowaniu polskości kresowej wiele znamiennych cech wspólnych; różniły się jedynie w szczegółach stosowanych represji. To właśnie Stalin doprowadził niszczenie polskości na Kresach - z uporem podejmowane przez wielu carów rosyjskich - do granic okrucieństwa nie znanego przedtem historii jakiegokolwiek narodu. Władca Rosji Radzieckiej po raz pierwszy w dziejach zastosował wobec Polaków metodę masowych wywózek, wysiedleń i ludobójstwa, chcąc w ten sposób na zawsze rozwiązać problem polskości kresowej".
Opinia ta odnosi się do polityki represyjnej lat trzydziestych, największe jednak nasilenie deportacji i zesłań ludności polskiej w głąb Związku Radzieckiego, w tym także do Kazachstanu, miało miejsce w latach 1940-1941. Żyje jeszcze wielu świadków tej masowej wywózki i towarzyszącej jej mrożącym krew w żyłach wypadkom. Oto np. fragment relacji dotyczącej tego zjawiska:
"Nocą, a było to 10 lutego 1940 roku, wdarło się do naszego mieszkania trzech enkawudzistów. Z karabinami wymierzonymi do strzału, w ciągłym pokrzykiwaniu zmuszono całą naszą rodzinę do opuszczenia mieszkania. Czasu mieliśmy mało. Kazano nam zabrać najpotrzebniejsze rzeczy na drogę, informując, że wyjeżdżamy do innej wsi. Pod strażą zawieziono nas na stację kolejową. Tam stały bydlęce wagony, do których saniami zwożono takich jak my przesiedleńców. Krzyk dzieci mieszał się ze szlochem dorosłych. Przerywały go gromkie nawoływania bojców "skoriej, skoriej". Była zimna noc. Mróz paraliżował ciało. Strach odbierał mowę. Posłusznie wchodziliśmy do wagonów. Gdy transport zapełniono, a trwało to parę godzin, drzwi w wagonach zaryglowano. Ruszyliśmy w nieznaną drogę. Po trzech tygodniach jazdy znaleźliśmy się na stacji kolejowej w Kazachstanie. Tam czekały już sanie i ciężarowe samochody. Rozwożono nas po rozległym stepie i osiedlano w kazachskich domostwach. Po paru dniach dorośli poszli do pracy w kołchozie. Pamiętam, jak podczas transportu umarło parę dzieci i starszych osób. Ciała ich zabrano z wagonu i ułożono obok torów. Koszmar! Potem jeszcze wiele razy spotkałam się ze śmiercią. Umarł także nasz ojciec. Mama pracowała w kołchozie, ja opiekowałam się młodszym rodzeństwem i dziećmi Kazachów, u których mieszkaliśmy. Oni też rankiem wychodzili do pracy a wracali wieczorem. W naszym aule było jeszcze parę innych polskich rodzin. Wszystkie wróciły do Polski w 1946 roku, pozostawiając w stepie swych bliskich, którzy nie wytrzymali mrozów, głodu i chorób"XXIV.
Nowe realia, nowa sytuacja zesłanych, o których mówią inne wspomnienia, dzienniki czy krótsze relacje. Pierwsze echa tych zesłańczych doświadczeń z wielu rejonów Związku Radzieckiego pojawiły się po wyjściu armii generała Władysława Andersa, wraz z którą wyjechały także osoby cywilne. Wskutek podjętych działań dokumentacyjnych wewnątrz armii zebrano wówczas wiele relacji o życiu w łagrach, więzieniach i na zesłaniu w stepach czy tajgach. Zachowały się także różne dokumenty i fotografie.
Historycy na ogół są zgodni, że historię zesłań Polaków do Kazachstanu, trzeba dopiero napisać. Pojawiły się już pierwsze próby z tego zakresu, o których wspomniano poprzednio. Generalnie jednak temat ten czeka na swego dziejopisa. Jest faktem oczywistym, że w sądach ogólnych zatraca się tragedia jednostki. Przeto niezmiernie istotnym zagadnieniem jest więc ukazanie losu pojedynczych zesłańców opisujących swe doświadczenia, w których zawiera się także cząstka losów wielotysięcznych rzesz Polaków, zagnanych przez zawieruchę wojenną do Kazachstanu. Rozrzucono ich po różnych rejonach tej rozległej stepowej krainy. Bywało, że znaleźli się w kazachskich aułach z dala od miejskich ośrodków, nieraz mieszkali wespół z Kazachami w kołchozowych osadach, pracowali w bazach traktorowych, fabrykach, kopalniach węgla, boksytu, rud żelaza, przy budowie linii kolejowych, dróg, miast i zakładów przemysłowych. Wielu zamknięto za drutami łagrów wchodzących w skład wielkiego zespołu zwanego "Karłagiem", inni wcieleni byli do tzw. "trud-armii" lub pracowali w "spec-zonach" dla potrzeb frontu. Podkreślmy tu raz jeszcze, że ta wojenna i powojenna fala zesłańców miała swych poprzedników wywodzących się spośród licznych rzesz ludności polskiej przesiedlonej do Kazachstanu w latach 1936-1938, z tzw. dalszych kresów polskich, które po pierwszej wojnie światowej znalazły się w obrębie państwa radzieckiego. Antypolskie represje mające charakter akcji deportacyjnej ze wspomnianych już Kresów, ogarnęły wówczas także inne tereny Związku Radzieckiego. Kazachstan był jednak tym rejonem, w który w sposób masowy wywożono ludność wiejską, by z dala od swych osad kresowych można było łatwiej ją rusyfikować, a ponadto by włączyć ją w proces
"postępu agrarnego, który jest tak potrzebny dla Kazachstanu", jak głosiła jedna z instrukcji deportacyjnych. Oprócz ludności wiejskiej antypolskie represje, które rozpoczęły się już w 1933 roku, pochłonęły wiele ofiar spośród inteligencji. Tysiące osób rozstrzelano, jeszcze więcej wywieziono w różne rejony syberyjskiej ziemi, z Kołymą i Kamczatką włącznie.
"Uznano mnie za wroga narodu - informował starszy już mężczyzna, spotkany przeze mnie na Syberii (1989) -
i którejś nocy w 1936 roku zostałem aresztowany i osadzony w więzieniu w Żytomierzu. Podobnych do mnie było wielu; nauczyciele, lekarze, urzędnicy, księża a nawet kościelni byli w tej celi. Bywało, że nocą zabierano niektórych z nich i nigdy już nie wracali. Ja zachorowałem i znalazłem się w więziennym szpitalu. Pojony naftą i karmiony utartymi ziemniakami miałem stale dużą gorączkę, o utrzymanie której dbała bliżej nieznana mi rosyjska pielęgniarka zatrudniona w szpitalu. Dziwiłem się jej troską o to, bym nigdy nie wyzdrowiał. Kiedyś powiedziała mi, że jest to jedyny sposób na uratowanie życia. Rozstrzeliwano wówczas masowo Polaków, zatem o tych, którzy byli w szpitalu, zapomniano. Wśród chorych byli także inni więźniowie - Białorusini, Ukraińcy, Rosjanie. Tak ciągle chory przeleżałem tam trzy miesiące. Kiedy "odstawiono" mi naftę i ziemniaki gorączka trochę spadła i wespół z innymi więźniami znalazłem się w transporcie na Sybir. Pracowałem tam w kopalniach węgla w okolicach Irkucka, na front się nie nadawałem, bo wskutek wypadku w kopalni miałem zmiażdżoną nogę i nie mogłem pokonywać pieszo większych odległości. Zostałem więc na Syberii, podczas gdy inni Polacy zostali wcieleni do Armii Czerwonej i poszli na front. Czy mi się udało? Chyba tak, bo żyję i mogę Panu opowiedzieć o swym losie, a także innych moich rodaków, których jeszcze na Ukrainie rozstrzelano lub rozesłano po łagrach syberyjskich. Co się stało z moją najbliższą rodziną nie wiem. Nigdy jej nie odnalazłem"XXV.
Wtajemniczenie w ten złożony krąg wypadków, które dotknęły ludność polską w ZSRR, a także z ziem włączonych w jego skład po roku 1939 oraz w okresach późniejszych stosunków polsko-radzieckich, przede wszystkim tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, dokonuje się przez różne rodzaje źródeł-tekstów. Ich skala gatunkowa jest niezmiernie szeroka pod względem wypowiedzi - np. diariusze, pamiętniki, wspomnienia, relacje, które uzupełniają różne dokumenty urzędowe, rysunki i fotografie.
Pobyt Polaków w Kazachstanie wpisany jest trwale i głęboko w ważny rozdział naszych zesłańczych dziejów. Pozwala on zarazem obserwować wielorakość ludzkich losów - wyliczanie ich tu byłoby bezcelowe są wszystkie one są jednak wypadkową warunków panujących na zesłaniu. Pozostawieni tam samym sobie za przyjaciół mieli Kazachów, a rygor komendantury był prawie nieodczuwalny. Ale też ludzie ci pozbawieni byli informacji z zewnątrz. Albo w ogóle, albo też z wielkim opóźnieniem, dowiedzieli się oni o układzie Majski - Sikorski i o możliwości wstąpienia do armii polskiej formowanej przez gen. Władysława Andersa. Ostali się więc w Kazachstanie, podczas gdy inni Polacy, znajdujący się w większych skupiskach, mieli możliwość poprawienia swego losu poprzez wyjazd z tej stepowej krainy. Różnie więc układały się ludzkie losy. Ich zapis zawarty jest we wspomnianych już różnych przekazach piśmienniczych.
Antoni Kuczyński
I F. M. Rosiński OFM,
Benedykt Polak - uczestnik legacji papieskiej do wielkiego chana (1245-1247), [w:]
Kościół katolicki na Syberii. Historia - Współczesność - Przyszłość, Wrocław 2002, s. 13-34;
Spotkanie dwóch światów. Stolica apostolska a świat mongolski w połowie XIII wieku. Relacje powstałe w związku z misją Jana di Plano Carpiniego do Mongołów, pod red. J. Strzelczyka, Poznań l993, s. 134
II B. Zaleski,
Wygnańcy polscy w Orenburgu,
Rocznik Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu za rok l866, Paryż l887, s. 76-77
III W.J.Basin,
Rossija i kazachskie chanstwa w XVI-XVIII w., Ałma-Ata l971; N. Chalfin,
Prisoedinenie Sredniej Azii k Rossi (60-90-e gody XIX w.), Moskwa l965
IV B. Zaleski, op. cit.
V Nowa edycja tych wspomnień ukazała się w roku l997. Dokładna nota bibliograficzna to: Karol Lubicz Chojecki,
Pamięć dzieł polskich. Podróż i niepomyślny sukces Polaków. Na podstawie pierwodruku z l789 roku wydali oraz przypisami opatrzyli Antoni Kuczyński i Zbigniew J. Wójcik, Bagno - Warszawa - Wrocław l997. Nowe opracowanie tych wspomnień opatrzono notą:
"Opublikowano na pamiątkę wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II w Ojczyźnie w roku 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu oraz konferencji naukowej "Syberia w historii i kulturze narodu polskiego" zorganizowanej przez Ośrodek Badań Wschodnich i Katedrę Etnologii Uniwersytetu Wrocławskiego oraz wyższe Seminarium Duchowne Salwatorianów w Bagnie przy współpracy Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego i Stowarzyszenia "Wspólnota Polska"
VI K. Lubicz Chojecki, op. cit., s.74
VII K. Lubicz Chojecki, op.cit., s. 84-85
VIII M. Witkowski,
Pamiętnik prostego żołnierza z lat l812-l8l6, [w:]
Pamiętniki z lat 1792-1849, opracował R.Grabałowski, Wrocław l961, s. 63
IX W. Jewsiewicki,
Batyr. O Janie Witkiewiczu 1808-1839, Warszawa 1983
X W. Diakow. G. Sapargalijew,
Polacy w Kazachstanie w XIX w., Warszawa 1982, s.32
XI W. Jewsiewicki, op. cit., s. 83
XII J. Kozłowski,
Emigracja okresu schyłkowego Rzeczypospolitej szlacheckiej i porozbiorowa (do 1874 r.), [w:]
Emigracja z ziem polskich w czasach nowożytnych i najnowszych (XVIII-XX w.), pod red A. Pilcha, Warszawa 1984, s. 89
XIII A. Kuczyński,
Ludy dalekie a bliskie. Antologia polskich relacji o ludach Syberii, Wrocław 1989, s. 124-126; J. Odrowąż-Pieniążek,
Dzieje Mickiewiczowskiego Adolfa,
"Kwartalnik Instytutu Polsko-Radzieckiego", 1956, nr 1; S. Makowski,
Adolf Januszkiewicz w świetle nowych odkryć,
"Przegląd Humanistyczny", 1969, z. 1; W. Śliwowska,
Zesłańcy polscy w Imperium Rosyjskim w pierwszej połowie XIX wieku. Słownik biograficzny, Warszawa 1998, s. 235-236; A.Januszkiewicz,
Listy z Syberii. Wybór, opracowanie i przypisy H. Geber, Warszawa 2003
XIV M. Stogowska,
Wpisany w epokę. Gustaw Zieliński l809-l881, Płock l996
XV Zob. G. Zieliński,
Kirgiz i inne poezje, opracowanie i wstęp, J. Odrowąż-Pieniążek, Warszawa l956
XVI P. Ciepliński,
Przyczynek do życiorysu śp. Gustawa Zielińskiego,
"Kłosy" l882, nr 891
XVII A. Bem,
Kirgiz i stepy. Z listów Aleksandra Bema. Ułożył Władysław Wieczorkowski,
"Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych", l856, nr 48-50
XVIII W. Śliwowska, op. cit., s. 698-699; W. Caban,
Z Orenburga do Paryża. Bronisław Zaleski 1820-1880, Kielce 2006; A. Kuczyński,
Bronisława Zaleskiego opisanie Kazachstanu, [w:]
Polskie opisywanie świata. Od fascynacji egzotyką do badań antropologicznych, pod red. A. Kuczyńskiego, Wrocław 2000
XIX W. Z. Galijew,
Zsylnyje rewolucjoniery w Kazachstanie, Ałma Ata 1978, s. 132-133; G. Sapargalijew, W Djakow, op. cit., s. 279-280
XX A. Kuczyński, Z. Wójcik,
Materiały do bibliografii podmiotowej i przedmiotowej Jana Michałą Witorta,
"Wrocławski Studia Wschodnie", 1998, nr 2, s. 153-181
XXI A. Kuczyński,
Polskie opisanie świata. Studia w dziejów poznania kultur ludowych i plemiennych, t. 1.
Azja i Afryka, Wrocław 1994, s. 112-117
XXII R. Badowski,
Polscy piewcy Kazachstanu, Pelplin 2004, s. 95
XXIII A. Wołkow,
70. Rocznica deportacji do Kazachstanu,
Biuletyn "Wspólnota Polska", 2006 nr 2, s. 37
XXIV Archiwum autora artykułu
XXV Archiwum autora artykułu