Z dziejów związków polsko-kazachskich
Antoni Kuczyński
11. Zesłańcy z lat wojny
Wspomnijmy - jeszcze na koniec o ostatniej w dziejach związków polsko-kazachskich fali deportacyjnej przypadającej na lata 1940-1941 oraz na pierwsze lata po zakończeniu drugiej wojny światowej. Prawda o tych wydarzeniach jest gorzka i dramatyczna. Przewija się ona po wielekroć poprzez różne formy zapisów zesłańczego życia - dzienniki, listy, wspomnienia, dokumenty itp. Ukazują one wieloraki krąg związanych z tym wypadków, jak deportacja, więzienia i łagry, praca w nieludzkich warunkach, tułacze życie, śmierć bliskich, walka o przetrwanie i nadzieja. W artykule omawiającym raport grupy specjalnej Związku Walki Zbrojnej złożony Ministrowi Spraw Wewnętrznych Rządu Polskiego w Londynie (1940) podkreślono wyraźnie, że deportacja ludności polskiej w głąb Związku Radzieckiego po 17 września 1939 roku była najtragiczniejszym w dziejach naszego narodu zesłańczym szlakiem, po raz pierwszy bowiem na Sybir szedł cały naród, a nie czynni bojownicy o niepodległość [...], że po raz pierwszy wreszcie na znany nam sybirski szlak wstąpiły masowo polskie dzieci. W tym względzie okrucieństwo carów blednie w blasku czynów "Ojca Ludów".
Obserwując i oceniając dziś to zagadnienie, trzeba wyraźnie podkreślić, że powzięcie decyzji o deportacji Polaków w głąb Związku Radzieckiego po wojnie z 17 września 1939, a także w latach 1936-1937, a także w 1940 i l941 roku oraz po roku 1944 było aktem represji o wymiarze szczególnym.
Nacjonalistyczny carat i internacjonalistyczny bolszewizm - pisał Mikołaj Iwanow - miały w traktowaniu polskości kresowej wiele znamiennych cech wspólnych; różniły się jedynie w szczegółach stosowanych represji. To właśnie Stalin doprowadził niszczenie polskości na Kresach - z uporem podejmowane przez wielu carów rosyjskich - do granic okrucieństwa nie znanego przedtem historii jakiegokolwiek narodu. Władca Rosji Radzieckiej po raz pierwszy w dziejach zastosował wobec Polaków metodę masowych wywózek, wysiedleń i ludobójstwa, chcąc w ten sposób na zawsze rozwiązać problem polskości kresowej.
Opinia ta odnosi się do polityki represyjnej lat trzydziestych, największe jednak nasilenie deportacji i zesłań ludności polskiej w głąb Związku Radzieckiego, w tym także do Kazachstanu, miało miejsce w latach 1940-1941. Żyje jeszcze wielu świadków tej masowej wywózki i towarzyszącym jej, mrożącym krew w żyłach wypadkom. Oto np. fragment relacji dotyczącej tego zjawiska:
Nocą, a było to 10 lutego 1940 roku, wdarło się do naszego mieszkania trzech enkawudzistów. Z karabinami wymierzonymi do strzału, w ciągłym pokrzykiwaniu zmuszono całą naszą rodzinę do opuszczenia mieszkania. Czasu mieliśmy mało. Kazano nam zabrać najpotrzebniejsze rzeczy na drogę, informując, że wyjeżdżamy do innej wsi. Pod strażą zawieziono nas na stację kolejową. Tam stały bydlęce wagony, do których saniami zwożono takich jak my przesiedleńców. Krzyk dzieci mieszał się ze szlochem dorosłych. Przerywały go gromkie nawoływania bojców "skoriej, skoriej". Była zimna noc. Mróz paraliżował ciało. Strach odbierał mowę. Posłusznie wchodziliśmy do wagonów. Gdy transport zapełniono, a trwało to parę godzin, drzwi w wagonach zaryglowano. Ruszyliśmy w nieznaną drogę. Po trzech tygodniach jazdy znaleźliśmy się na stacji kolejowej w Kazachstanie. Tam czekały już sanie i ciężarowe samochody. Rozwożono nas po rozległym stepie i osiedlano w kazachskich domostwach. Po paru dniach dorośli poszli do pracy w kołchozie. Pamiętam, jak podczas transportu umarło parę dzieci i starszych osób. Ciała ich zabrano z wagonu i ułożono obok torów. Koszmar! Potem jeszcze wiele razy spotkałam się ze śmiercią. Umarł także nasz ojciec. Mama pracowała w kołchozie, ja opiekowałam się młodszym rodzeństwem i dziećmi Kazachów, u których mieszkaliśmy. Oni też rankiem wychodzili do pracy, a wracali wieczorem. W naszym aule było jeszcze parę innych polskich rodzin. Wszystkie wróciły do Polski w 1946 roku, pozostawiając w stepie swych bliskich, którzy nie wytrzymali mrozów, głodu i chorób125.
Nowe realia, nowa sytuacja zesłanych, o których mówią inne wspomnienia, dzienniki czy krótsze relacje. Pierwsze echa tych zesłańczych doświadczeń z wielu rejonów Związku Radzieckiego pojawiły się po wyjściu armii generała Władysława Andersa, z którą wyjechały także osoby cywilne. Wskutek podjętych działań dokumentacyjnych wewnątrz armii zebrano wówczas wiele relacji o życiu w łagrach, więzieniach i na zesłaniu w stepach czy tajgach. Zachowały się także różne dokumenty i fotografie.
Badacze na ogół są zgodni, że historię zesłań Polaków do Kazachstanu trzeba dopiero napisać. Pojawiły się już pierwsze próby z tego zakresu, o których wspomniano poprzednio. Temat ten czeka jednak na swego dziejopisa. Jest oczywiste, że w sądach ogólnych zatraca się tragedia jednostki. Przeto niezmiernie istotnym zagadnieniem jest ukazanie losu pojedynczych zesłańców opisujących swe doświadczenia, w których zawiera się także cząstka losów wielotysięcznych rzesz Polaków, zagnanych przez zawieruchę wojenną do Kazachstanu. Rozrzucono ich po różnych rejonach tej rozległej stepowej krainy. Bywało, że znaleźli się w kazachskich aułach z dala od miejskich ośrodków, nieraz mieszkali wespół z Kazachami w kołchozowych osadach, pracowali w bazach traktorowych, fabrykach, kopalniach węgla, boksytu, rud żelaza, przy budowie linii kolejowych, dróg, miast i zakładów przemysłowych. Wielu zamknięto za drutami łagrów wchodzących w skład wielkiego zespołu zwanego "Karłagiem", inni wcieleni byli do tzw. "trud-armii" lub pracowali w "spec-zonach" na potrzeby frontu.
Podkreślmy raz jeszcze, że wojenna i powojenna fala zesłańców miała swych poprzedników wywodzących się spośród licznych rzesz ludności polskiej przesiedlonej do Kazachstanu w latach 1936-1938, z tzw. dalszych kresów polskich, które po pierwszej wojnie światowej znalazły się w obrębie państwa radzieckiego. Te antypolskie represje, mające charakter akcji deportacyjnej ze wspomnianych już terenów tzw. zazbruczańskiej Ukrainy, ogarnęły wówczas także inne tereny Związku Radzieckiego. Przedstawiając też ważne pola badawcze kryjące się w szerokim temacie naszych dziejów w Kazachstanie, zrodzonych w epoce sowieckiego panowania podkreślić należy, że jawią się one triadą łez, krwi i mozołu, odmierzaną szlakami zsyłek, walką o byt i przetrwanie.
Wspomniano poprzednio, że stosunki polsko-kazachskie w swej ponad dwustuletniej metryce miały zawsze poniewolny charakter. Zniewolenie to przybrało dalsze koszmarne rozmiary w latach trzydziestych XX wieku, kiedy to przez były Związek Radziecki przelała się fala stalinowskich represji i ludobójstwa. Nie ominęła ona także Kazachów, którzy stracili wówczas sporą liczbę inteligencji i przeszli także przez różne formy represji, włącznie z przesiedleniami w inne rejony ZSRR. Jest to zjawisko, którego pełniejsze oświetlenie rysuje się wyraźnie we współczesnej historii tego kraju. Skoro więc społeczeństwo kazachskie samo doświadczyło takich represji, łatwiej mu zrozumieć los, jaki spotkał Radzieckiego. Kazachstan był jednak tym rejonem, wielkiego gułagu na teren którego w sposób masowy wywieziono wówczas ludność wiejską, by z dala od swych osad kresowych można było łatwiej ją rusyfikować, a ponadto, by włączyć ją w proces "postępu agrarnego, który jest tak potrzebny dla Kazachstanu" - jak głosiła jedna z instrukcji deportacyjnych. Oprócz ludności wiejskiej antypolskie represje, które rozpoczęły się już w 1933 roku, pochłonęły wiele ofiar spośród inteligencji. Tysiące osób rozstrzelano, jeszcze więcej wywieziono w różne rejony syberyjskiej ziemi, z Kołymą i Kamczatką włącznie.
Uznano mnie za wroga narodu - informował starszy już mężczyzna spotkany przeze mnie na Syberii (1989) - i którejś nocy w 1936 roku zostałem aresztowany i osadzony w więzieniu w Żytomierzu. Podobnych do mnie było wielu; nauczyciele, lekarze, urzędnicy, księża, a nawet kościelni byli w tej celi. Bywało, że nocą zabierano niektórych z nich i nigdy już nie wracali. Ja zachorowałem i znalazłem się w więziennym szpitalu. Pojony naftą i karmiony utartymi ziemniakami, miałem stale dużą gorączkę, o utrzymanie której dbała bliżej nieznana mi rosyjska pielęgniarka zatrudniona w szpitalu. Dziwiłem się jej troską o to, bym nigdy nie wyzdrowiał. Kiedyś powiedziała mi, że jest to jedyny sposób na uratowanie życia. Rozstrzeliwano wówczas masowo Polaków, zatem o tych, którzy byli w szpitalu, zapomniano. Wśród chorych byli także inni więźniowie - Białorusini, Ukraińcy, Rosjanie. Tak ciągle chory przeleżałem tam trzy miesiące. Kiedy "odstawiono" mi naftę i ziemniaki gorączka trochę spadła i wespół z innymi więźniami znalazłem się w transporcie na Sybir. Pracowałem tam w kopalniach węgla w okolicach Irkucka, na front się nie nadawałem, bo wskutek wypadku w kopalni miałem zmiażdżoną nogę i nie mogłem pokonywać pieszo większych odległości. Zostałem więc na Syberii, podczas gdy inni Polacy zostali wcieleni do Armii Czerwonej i poszli na front. Czy mi się udało? Chyba tak, bo żyję i mogę Panu opowiedzieć o swym losie, a także innych moich rodaków, których jeszcze na Ukrainie rozstrzelano lub rozesłano po łagrach syberyjskich. Co się stało z moją najbliższą rodziną, nie wiem. Nigdy jej nie odnalazłem126.
Wtajemniczenie w ten złożony krąg wypadków, które dotknęły ludność polską w ZSRR, a także z ziem włączonych w jego skład po roku 1939 oraz w okresach późniejszych stosunków polsko-radzieckich, przede wszystkim tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, dokonuje się przez różne rodzaje źródeł-tekstów. Ich skala gatunkowa jest niezmiernie szeroka pod względem wypowiedzi - np. diariusze, pamiętniki, wspomnienia, relacje, które uzupełniają różne dokumenty urzędowe, rysunki i fotografie.
Pobyt Polaków w Kazachstanie wpisany jest trwale i głęboko w ważny rozdział naszych zesłańczych dziejów. Pozwala on zarazem obserwować wielorakość ludzkich losów - wyliczanie ich tu byłoby bezcelowe, wszystkie one są jednak wypadkową warunków panujących na zesłaniu. Pozostawieni tam samym sobie, za przyjaciół mieli Kazachów, a rygor komendantury był mniej odczuwalny. Ale też ludzie ci pozbawieni byli informacji z zewnątrz. Albo w ogóle, albo też z wielkim opóźnieniem dowiedzieli się o układzie Majski - Sikorski i tzw. amnestii oraz możliwości wstąpienia do armii polskiej formowanej przez gen. Władysława Andersa. Dla przebywających wówczas w ZSRR było to wydarzenie szczególne. Opuszczali więc łagry i pasiołki udając się na południe, do miejsc gdzie formowała się armia polska pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Częstokroć droga ta prowadziła przez Kazachstan i w kazachskich wioskach spotykali Polaków zesłanych do tego kraju w latach 1936-1937, z terenów tzw. zazbruczańskiej Ukrainy, które po traktacie ryskim pozostały w granicach ZSRR. O spotkaniu takim opowiadał mi w 1993 r. jeden z mieszkańców wsi Zielony Gaj w północnym Kazachstanie. Jakież było jego zdziwienie mówił, gdy pewnego dnia późną jesienią 1941 roku pojawili się u niego trzej mężczyźni w łachmanach i poprosili o nocleg.
Mówili do mnie po rosyjsku, gdy zadałem im pytanie sąd są odpowiedzieli, że z daleka i idą do polskiego wojska. Odezwałem się więc do nich po polsku i zobaczyłem na ich zarośniętych twarzach zadziwienie. Spotkali w kazachskim stepie Polaków, sądząc, że jestem jednym z tych nieszczęśników, którzy byli wywiezieni w l940 lub l941 roku. Zostali na noc, a potem jeszcze na parę dni. Opowiedzieliśmy o swoich losach, oni o tym, że byli wywiezieni z Polski w 1940 roku gdzieś pod Archangielsk, a ja opowiedziałem im jak to w l936 roku przywieźli nas do Kazachstanu, gdzie pierwszą zimę spędziliśmy w dołach wykopanych w ziemi. Oni szli do polskiego wojska, a nam komendancki czas nie pozwalał na opuszczanie wioski i udawanie się w znaczne od niej odległości. Potem pojawili się we wsi inni podobni do nich. Zatrzymywali się, i po paru dniach ruszali dalej, starając się dotrzeć do linii kolejowej by dojechać do Ałmaty, bo tam jak mowili jest przedstawicielstwo polskiej ambasady"127.
Wiadomo, że w celu zapewnienia informacji dla tych wędrowców, wkrótce po podpisaniu układu Majski - Sikorski na stacjach kolejowych w Kujbyszewie, Penzie, Gorkim, Czelabińsku, Swierdłowsku, Czkałowie, i w innych miejscowościach rozlokowani zostali polscy oficerowie łącznikowi, których celem było ustalanie z władzami radzieckimi odpowiednich warunków transportu dla przesiedlających się. W pierwszym okresie tego exodusu transporty kierowano do Uzbekistanu, w rejon Taszkentu i Samarkandy. Napływ migrantów był jednak tak olbrzymi, że część z nich w obwodzie Czimket na terenie Kazachstanu przez pewien czas nocowała "pod gołym niebem"
128. Mroczność aury tych wędrówek pojawia się po dzień dzisiejszy w opowiadaniach tych ludzi, którzy drogę taką odbywali. W sumie pojawia się ona w każdej z takich relacji, w różnych jej wariantach ilustrujących sferę stosunków pomiędzy ludźmi, nieraz nagannych sięgających dna, częściej jednak postaw pozytywnych. Są więc w tych relacjach obrazy dobra i zła nadające się do rozważań psychologicznych o ludzkich postawach etycznych ujawniających się w trudnych sytuacjach, ba nieraz walki o życie lub o mierne nawet przetrwanie trudnych dni.
Delegatury polskiego rządu czyniły wielkie wysiłki by pomoc tej ludności podejmując stosowne starania u władz radzieckich. W ich rezultacie w listopadzie 1941 roku Państwowy Komitet Obrony ZSRR podjął decyzję o rozładowaniu ciężkiej sytuacji w Uzbekistanie i przesiedlił z tej republiko około 37 tysięcy obywateli polskich do Kazachstanu, gdzie już i tak znajdowało się wielu Polaków, i ostatecznie na terenie w grudniu 1942 r. obywatele polscy znajdowali się w okregu akmolińskim - 11 154 osoby, aktiubińskim - 6 442, ałmatyńskim - 2.332, dżambulskim - 17 033, guriewskim i ust-kamieniogorskim 932, kustanajskim 7 713, kizył-ordyńskim - 3 000, w pawłodarskim - 9 845 i w czimkeckim (zwanym często w dokumentach południowo-kazachstańskim) -11 747, w pietropawłowskim czyli północno-kazachstańskim 12 648 i w obwodzie semipałatyńskim 6 249
129. A po zakończeniu wojny rozpoczęly sieich powroty do Polski, najczęściej jednak nie wracali oni do swoich dawnych miejsc zamieszkania, do "tych pól i lasów zielonych", bowiem ich rodzinne gniazda pozostały poza granicami Polski zgodnie z postanowieniami konferencji jałtańskiej. Zamieszkali więc na tzw. Ziemiach Zachodnich - na Dolnym Śląsku i Pomorzu, inni bliżej wschodniej granicy liczący na to, że gdy ustanie czas powojennego bałaganu i politycznych sporów wrócą na swe ukochane Kresy Polskie. Nie wrócili. Ukazujący się w Warszawie "Kurier Codzienny" będący organem wydawniczym Stronnictwa Demokratycznego, w numerze 9 z dnia 17 lipca 1945 r. opublikował artykuł pt.
Wrócą Polacy z Kazachstanu. Niecodzienny hart ducha cechuje tych ludzi, przedstawiający obłudne kłamstwo o przyczynach zesłania ich w głąb sowieckiej Rosji. Oto bowiem czytamy w nim:
Twardy los wojny sprawił, że gdy w latach l940-1941 trzeba było przygotować i rozbudować potężne bazy dla kilkumilionowej armii radzieckiej, w bezpośrednim sąsiedztwie "granicy interesów niemieckich", liczna rzesza Polaków zamieszkała na linii przyszłego frontu - w okolicach gdzie w nowoczesnej i totalnie niszczącej wojnie zetrzeć się miały dwie potęgi - musiała opuścić dotychczasowe miejsca zamieszkania i przenieść się w rejony, w których nie byłaby ciężarem dla zbliżającej się akcji a gdzie bezpieczeństwo byłoby całkowite. Z tej przyczyny wiele tysięcy Polaków znalazło się w drugim roku wojny w głębi Republiki Radzieckiej, po tej i po tamtej stronie Uralu aż po Kazachstan i dalej.[...] Polacy, którzy wrócą do kraju, wpłyną na dalsze zbliżenie polsko-radzieckie. Ci wszyscy bowiem, którzy wrócą, poznali dokładnie kraj, ustrój oraz życie Związku Radzieckiego i staną się wśród nas niewątpliwie mocnym ogniwem współpracy i dobrego współżycia sąsiedzkiego między Polską a narodami republik radzieckich.
Żyją do dzisiaj uczestnicy tych przesiedleń i wędrówki ku wolności, a ta droga jakże trudna, dla wielu zakończona gdzieś samotną mogiłą w tajdze czy stepie, mieszała się z minionym czasem niewoli i związanych z nią rozpamiętywań o charakterze psychologicznym i społecznym. Tych ludzkich dramatów i wyborów nie można ograniczyć do trafnych i ważnych uwag dotyczących historii zesłań bowiem obok tych faktów znanych już i opisanych istnieje bogata prawda o ludzkich losach, o przemocy, poniżeniu, głodzie i śmierci. Jest to bogaty obszarosobistych refleksji i doświadczeń oraz ponurych zdarzeń, których traumę polecić należy psychologom, póki jeszcze żyją świadkowie tamtej historii. To oni jako narratorzy w trakcie spotkań z nimi rozświetlają sprawy zakryte dotychczas przed szerszą społecznością unaoczniając złożoność zesłańczych losów i pomagają lepiej zrozumieć czym były dla nich tamte lata pogardy. Ich opowieści przyczyniają się do odczytania mrocznych i jakże dramatycznych ludzkich przeżyć i tchną przenikliwością realiów z tamtych lat.
Niektórzy opisali swe przeżycia z tamtych lat. Oto np. Aleksander Wat napisał znakomity wiersz pt.
Wierzby w Ałmaty, a także inne związane z jego pobytem w Kazachstanie. Przebywający w kraju tym poeta Jan Huszcza napisał cykl poetycki ukazujący kazachskie pejzaże, Kazachów z ich problemami i nieszczęśliwych polskich zesłańców, których zły los wyrzucił z rodzinnego domu. Zesłańcze losy Polaków, którzy znaleźli się w okresie drugiej wojny światowej w Kazachstanie opowiedział niezwykle plastycznie Jerzy Krzysztoń, w książce pt.
Wielbłąd na stepie. Krzyż Poludnia, Warszawa 1987. Wykorzystał w niej osobiste wspomnienia z czasów, których był świadkiem jako dorastający chłopiec. Przejęty tamtymi doświadczeniami dał w wspomnianej książce zbeletryzowany obraz mało znanego do niedawna fragmentu losów polskich: dziejów licznych rzesz Polaków zagnanych przez wojnę w dalekie azjatyckie kraje, ich trudnych przejść, dramatycznych przeżyć i trapiącej ich nadziei. To wszystko opowiedziane jest niezwykle realistycznie i każdy nie chce czytać książek historycznych o tych sprawach, właśnie w książce przedwcześnie zmarłego pisarza znajdzie zbeletryzowany i ciekawy opis tamtych tragicznych losów naszych rodaków. Spraw tych dotyczy także liczna literatura wspomnieniowa, ukazująca się najpierw poza krajem, bowiem tutaj cenzuralne zapisy zakazywały ukazywania się takich książek w okresie Polski Ludowej. Stąd też w Londynie ukazała się w 1981 roku książka Danuty Tęczarowskiej, zatytułowana
Deportacja w nieznane. Wspomnienia 1939-1942, będąca barwnym opisem zesłańczych dziejów autorki w Kazachstanie. Kazachstańskie realia zawiera także książka Marii Byrskiej
Ucieczka z zesłania, opublikowana w Paryżu w 1986 roku. Jest też ich wiele w publikacji noszącej tytuł
W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali... Polska a Rosja 1939-42, w wyborze i opracowaniu Jana Tomasza Grossa oraz Ireny Grudzińskiej-Gross, Londyn 1983. Tej samej problematyki dotyczą wspomnienia księdza Władysława Bukowińskiego, zatytułowane
Wspomnienia z Kazachstanu, wydane po raz pierwszy w Londynie (1979), mające wiele późniejszych wznowień krajowych. Również w książce wspomnieniowej księdza Józefa Kuczyńskiego
Między parafią a łagrem, wydanej w Paryżu (1985), duszpasterza Polaków w ZSRR, który przez kilkanaście lat przebywał na zesłaniu, w tym także na terenie Kazachstanu. Jest tych tytułów znacznie więcej i wspomnijmy tu jeszcze o tym, że Instytut Literacki w Paryżu i niestrudzony redaktor paryskiej "Kultury" Jerzy Giedroyć, dobrze przysłużyli się sprawie upowszechnienia tej literatury zesłańczej, która mimo zakazów docierała wówczas do Polski. Tam np. ukazała się w roku 1991 interesująca książka Grażyny Jonkajtys-Luby pt.
"...was na to zdieś priwiezli, sztob wy podochli.", Kazachstan 1940-1946, będąca wspomnieniowym zapisem lat spędzonych na zesłaniu w Kazachstanie z matką i pięciorgiem rodzeństwa, książka niezwykle wzruszająca i interesująca pod względem faktograficznym.
Z publikacji o krajowej proweniencji, które zaczęły ukazywać się po upadku komunizmu w Polsce wspomnieć też trzeba o książce Eugeniusza Iwanickiego
Wróg towarzysza Stalina. Wspomnienia z Kazachstanu 1940-1946, Łódź 1990, pracy Marii Jadwigi Łęczyckiej, noszącej tytuł
Zsyłka. Lata 1940-1946 w Kazachstanie, Wrocław 1989, a także o opowiadaniach Marii Szczepowskiej zatytułowanych
Sosenka i inne opowiadania. Warto także zwrócić uwagę na publikację Zofii Tarkocińskiej pt.
Ociosani, Warszawa 1989, w której również znajduje się obraz kazachstańskich stepów. Bogata jest lista tytułów takich książek wspomnieniowych, które ukazały się u nas w kraju po roku 1989. Wreszcie wymienić należy cykliczne wydawnictwa pod nazwą
Wspomnienia Sybiraków, redagowane przez Janusza Przewłockiego z Komisji Historycznej Zarządu Głównego Związku Sybiraków, oraz
Tak było... Sybiracy, pod redakcją Aleksandry Szemioth, publikowane przez Oddział Krakowski Związku Sybiraków, w których pomieszczono nieco tekstów dotyczących Kazachstanu. Od czasu do czasu problematyka ta przewija się także przez łamy prasy krajowej, najpełniej jednak ukazywana jest przez publikowane w Białymstoku pismo "Sybirak" oraz kwartalnik "Zesłaniec" wydawany przez Radę Naukową Zarządu Głównego Związku Sybiraków. Przy sposobności warto także wspomnieć o oficynie pod nazwą "Biblioteka Zesłańca", istniejącej w ramach Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, która podjęła trud wydawania książek - monografii, antologii, wspomnień - poświęconych dziejom Polaków na Wschodzie. Tę tematykę uprawia także lubelskie wydawnictwo "Norbertinum" wielce zasłużone w usuwaniu białych plam w historii stosunków polsko-radzieckich.
Dzięki wspomnieniom byłych zesłańców, ludzi udręczonych psychicznie i fizycznie, którzy zdobyli się na to, by powrócić myślami do tragicznych przeżyć, historia wzbogaciła się o wartościowe świadectwa dotyczące tamtych czasów pogardy. Rzeczywistość, którą oglądamy w zesłańczych opisach, jest wieloraka, to one dają nam pełniejsze wyobrażenie o obolałym i cierpiącym życiu na zesłaniu, którego obrazy jakby nieco zetlały w zbiorowej pamięci narodu, zwłaszcza wśród jego najmłodszej części. Przynoszą one także interesujące relacje o kulturze ludności kazachskiej, o zwyczajach i obyczajach tam panujących i ukazują byty i wydarzenia, nieprzystające do powszechnego wyobrażenia o zesłańczym życiu, które częstokroć stawało się lżejsze dzięki pomocy prostego kazachskiego ludu.
* * *
Na rozległych obszarach Kazachstanu liczne są stacje męki polskiej, rozrzucone po stepowych aułach, wsiach i miastach, po więzieniach i łagrach. Dla takiego obrazu tej ziemi, gdzie do dzisiaj mieszka prawie 60 tysięcy Polaków, nie trzeba długo poszukiwać historycznych uwarunkowań, krótkie bowiem określenie "zesłania i deportacje" aż nazbyt wyraźnie je objaśnia. Był Kazachstan częścią wielkiego zesłańczego archipelagu, a ci, którzy się tam znaleźli, zostali ciężko doświadczeni przez los: wygnaniem, wojną, wieloletnią poniewierką, chorobami, głodem, utratą najbliższych. Nieznajomość losów tych ludzi była w urzędowy sposób zaprogramowana przez naszą powojenną historiografię. Nie pisano o tym w prasie, nie prowadzono nad tym studiów naukowych, skrywając skwapliwie przed społeczeństwem dzieje Polaków na kazachstańskim archipelagu zesłańczym. Wyjaśniamy więc tu i popularyzujemy w ten sposób złożoność tych Polaków przesiedlonych na teren ich kraju w latach trzydziestych. To nie był dobrowolny marsz Polaków na kazachskie stepy w celu ich zagospodarowania. Był to przymus, nakaz, decyzja, której sprzeciwienie się karano śmiercią. Dowodów takiego rozumienia przez Kazachów masowego pojawiania się Polaków na ich ziemiach mamy aż nadto. W opiniach ludzi przywiezionych wówczas w zimny step wielokrotnie przewija się stwierdzenie, iż to dzięki prostemu kazachskiemu narodowi udało się im przetrwać pierwszą srogą zimę. Główna fala deportacyjna osiedlona wówczas została na terenie północnego Kazachstanu, nierzadko w niezamieszkałym stepie. Nieliczne natomiast transporty trafiły na teren południowego Kazachstanu. Odbiciem tej lokalizacji z 1936 roku jest współczesna mapa rozsiedlenia ludności polskiej w Kazachstanie.
Deportacje z lat trzydziestych XX wieku z terenów tzw. zazbruczańskiej Ukrainy nie kończyły polskich zesłeń do Kazachstanu. Gdy w początkach drugiej wojny światowej Związek Radziecki zagarnął wschodnie obszary państwa polskiego, praktyka deportacji ożyła na nowo. Już w 1940 roku wyruszyły do Kazachstanu nowe transporty zesłańców, których rozsiedlono w obszarach akmolińskim, aktiubińskim, kustanajskim pawłodarskim, północnokazachskim, tałdykurgańskim, dżambulskim i ałmaackim. Także po zawarciu paktu Majski-Sikorski przez Kazachstan wędrowały liczne rzesze Polaków, przedostając się do armii gen. Władysława Andersa. Oni najwcześniej opuścili sowiecką ziemię. Niestety, nie wszyscy. Zmarli oni bowiem podczas tej okrężnej drogi wiodącej do polskiego wojska.
W Kazachstanie są dwa odnalezione i uporządkowane cmentarze wojenne, na których pochowano żołnierzy Armii Polskiej na Wschodzie, dowodzonej przez gen. W. Andersa. Oba znajdują się w obwodzie dżambulskim, w miejscowościach Szokpak i Stacja Ługowaja. W pierwszej stacjonowała 8. Dywizja Piechoty przed ewakuacją do Iranu. Według źródeł archiwalnych pochowano tam 212 żołnierzy, co najmniej w dwóch miejscach: na cmentarzu przy stacji zbornej oraz na cmentarzu obozowym. Pierwotnie na mogiłach stał duży drewniany krzyż, który potem został zniszczony. Obecnie stojący, także drewniany, został poświęcony 1 listopada 1998 roku, przez polskiego księdza Piotra Ostafina, proboszcza parafii rzymskokatolickiej z pobliskiego Tarazu. Na krzyżu jest tabliczka z napisami w języku polskim, kazachskim i rosyjskim o treści: "Żołnierzom Polskiej Armii Generała Andersa i deportowanym Polakom, spoczywającym w ziemi kazachstańskiej w dowód pamięci Rodacy".
W kwietniu 2001 roku minęła 60. rocznica ewakuacji do Iranu Armii Polskiej z ZSRR i towarzyszących jej tysięcy polskich uchodźców przebywających wówczas w tym kraju, deportowanych tam wcześniej w ramach czterech wielkich deportacji, które objęły ludność zamieszkującą tereny zajęte przez Związek Radziecki po 17 września 1939 roku. To z nich utworzona została armia dowodzona przez gen. W. Andersa, która na mocy podpisanego 30 lipca 1941 roku w Londynie układu znanego pod nazwą paktu Sikorski-Majski i umowy wojskowej z 14 sierpnia tegoż roku, zawartej w Moskwie, otworzyła tym żołnierzom i ludności cywilnej drogę do Iranu. Wspomniane cmentarze w Szokpak i w Stacja Ługowaja są świadectwem tragicznego polskiego tułaczego losu. W ramach wspomnianej rocznicy zostały one uporządkowane i odbyło się uroczyste ich poświęcenie. Na cmentarzu w Szokpak wzniesiono pomnik, a na nowym ogrodzeniu umieszczono tablice z nazwiskami pochowanych tam żołnierzy. Podobnie zrekonstruowano miejsce pochówku w miejscowości Stacja Ługowaja, gdzie stacjonowała 10. Dywizja Piechoty. Znajduje się ono na cmentarzu prawosławnym, gdzie pochowano 49 żołnierzy polskich. W miejscu tym w 1998 roku wspomniany już ks. P. Ostafin ustawił niewielki krzyż, a
akim pobliskiego miasteczka Kułan ufundował metalową tabliczkę z napisami w języku kazachskim i rosyjskim o treści: "Pamiętamy razem z polskim narodem". W ramach rekonstrukcji cmentarza postawiono tam pomnik i ułożono płyty nagrobne z reliefem krzyża i tabliczkami imiennymi. Zrekonstruowane cmentarze leżące na szlaku Armii Polskiej na Wschodzie dowodzonej przez gen. W. Andersa znajdują się również w Uzbekistanie i w różnych rejonach Rosji
130.
Przypisy:
125. Archiwum autora artykułu.
126. Archiwum autora artykułu.
127. Z archiwum autora artykułu.
128. P. Żaroń,
Ludność polska w Związku Radzieckim w czasie II wojny światowej, Warszawa 1990, s. 169.
129. S. Ciesielski,
Polacy w Kazachstanie 1940-1946. Zesłańcy lat wojny, Wrocław l997, s. 51.
130. E. Ziółkowska,
60. Rocznica polskiego wychodźstwa z ZSRR. Polskie Cmentarze Wojenne w Uzbekistanie i Kazachstanie, "Przeszłość i Pamięć" - Biuletyn Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, 2001, nr 4, s. 160-164.